• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Choinka



    Choinka mego dzieciństwa była plastikowa.

    Nie była to kwestia wyboru, prędzej wypadkowa możliwości logistycznych i finansowych mojej mamy. Teraz tak myślę, bo wtedy zupełnie się nad tym nie zastanawiałam. 

    Choinka z plastiku ma swoje pozytywne strony, w co pewnie trudno na pierwszy rzut oka uwierzyć. Po pierwsze jako całość ma jakiś kształt w miarę regularny. Gałęzie w miejscach, gdzie mieć je powinna. No i te gałęzie, wykonane z solidnego drutu, ani drgną, niezależnie od tego, co nam fantazja ułańska podpowie w kwestii dekoracji.

    Nasze pierwsze małżeńskie Święta spędzaliśmy w gościach, więc w domu zadowalaliśmy się prostym stroikiem. Właściwie dopiero kiedy pojawił się Misiek, zaczęliśmy myśleć o pełnowymiarowej choince.

    Pierwsza mnie rozczarowała. Była krzywa, miała wiotkie gałęzie. Pachniała, fakt, cudownie, ale wyglądała smętnie. 

    Przez kolejne lata nabieraliśmy doświadczenia metodą prób i błędów. 

    W tym roku Tata Miśków poszedł po choinkę z dokładnymi wytycznymi co do gatunku, wielkości, kształtu i czego tam jeszcze. 

    Na placu, po wstępnej selekcji upatrzył sobie jeden egzemplarz. Stanął i medytuje, czy aby spełnia on całą litanię nakazów i zakazów. Widząc to sprzedawca podchodzi i głosem dodającym otuchy mówi: 
     - No, z tą na pewno żona pana nie wyrzuci z domu.

    Miał rację. 

    (Zdjęcie moje, tegoroczne). 

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz