• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Zaginiona dziewczyna - recenzja audiobooka




    "Ludzie chcą wierzyć, że znają innych ludzi. Rodzice chcą wierzyć, że znają swoje dzieci. Żony chcą wierzyć, że znają swoich mężów."

    Lubię czytać książki, które ktoś mi poleca, bo to znaczy, że podobały się jeszcze komuś, oprócz autora i wydawcy. Wystarczy mi powiedzieć: "Hej, przeczytałam właśnie Zaginioną dziewczynę. Fajna", a ja już po nią sięgam. Sięgnęłabym nawet, gdyby nie miała Bena Afflecka na okładce. 

    Nick i Amy są małżeństwem. Niezbyt udanym. Być może dlatego, że Amy zbyt wysoko zawiesiła poprzeczkę - jej rodzice to małżeństwo doskonałe. Od Nicka oczekuje, by był taki jak jej ojciec. A Nick jest inny. Nie chodzi o to, że się nie stara. Stara się, tylko najwyraźniej nie dość mocno. 

    Co roku w rocznicę ślubu Amy urządza Nickowi coś w rodzaju gry w podchody z zagadkami dotyczącymi wspólnie spędzonych chwil. Jej rodzice też mieli taką tradycję i świetnie się przy tym bawili. Nick uważa tę zabawę za coś w rodzaju egzaminu z zaangażowania w związek. Egzaminu, który co roku spektakularnie oblewa. 

    W piątą rocznicę ślubu Nick już od rana ma kiepski humor, spodziewając się kolejnej katastrofy. Katastrofa faktycznie nadchodzi, z tym, że jest całkiem innego rodzaju. W piątą rocznicę ślubu Amy znika i wszystkie poszlaki wskazują na to, że Nick maczał palce w jej zniknięciu.

    W kolejnych rozdziałach poznajemy na przemian aktualne wydarzenia z punktu widzenia Nicka i ważne chwile z przeszłości w postaci wpisów z pamiętnika Amy. Kiedy czytałam, jak każde z nich widziało swoje małżeństwo, zastanawiałam się, jak to się dzieje, że dwojgu ludziom, z których każde chce dobrze, tak bardzo nie wychodzi. Te same zdarzenia każde z nich widziało całkiem inaczej, inaczej zapamiętało i opisało. A może każde z nich starało się udawać przed wszystkimi i samym sobą kogoś lepszego, mądrzejszego i sprytniejszego niż w rzeczywistości? 

    Fabuła powieści pełna jest zwrotów akcji, bohaterowie po kolei odsłaniają swoje nowe, zaskakujące oblicza. Nawet kiedy już zorientujemy się, kto jest winny zniknięcia Amy, będziemy się zastanawiać, w jaki sposób złoczyńca trafi w ręce sprawiedliwości.

    Zakończenie, jak na dobry kryminał przystało, jest zaskakujące i... nie będę nic więcej pisać, żeby nie napisać zbyt wiele.

    Mam pewne zastrzeżenia do sposobu czytania Zbigniewa Dziducha. Jak na mój gust czytał zbyt szybko i zbyt głośno brał oddech. Mimo to w kolejnych rozdziałach przyzwyczaiłam się i już mi to nie przeszkadzało. Z ciekawości po zakończeniu przewinęłam z powrotem do pierwszego rozdziału, żeby sprawdzić, czy to lektor się poprawił, czy też ja stałam się mniej wybredna i wyszło, że to drugie. Najwyraźniej na ocenę lektora bardzo wpływa to, kogo słuchałam tuż przedtem.

    Polecam książkę tym, którzy lubią, kiedy autor powieści wodzi ich za nos.

    (Tekst powstał w ramach współpracy z serwisem Audioteka.pl)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz