• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Lśnienie - recenzja audiobooka



    Przyznam się Wam do czegoś - nie lubię książek Stephena Kinga.

    Jak w takim razie doszło do tego, że recenzuję "Lśnienie"?

    Audiobooki dostępne w serwisie Audioteka.pl można podzielić na kilka grup. Większość z nich to książki po prostu czytane przez lektora, ale niektóre są wzbogacone o dodatkowe efekty budujące nastrój - jak np. bicie dzwonów, czy śpiewy gregoriańskie w "Imieniu róży". Czasami książki czytane są przez kilka osób, jak w recenzowanym ostatnio przeze mnie "1Q84". Są też superprodukcje - audiobooki czytane z udziałem wielu autorów, w oszałamiającej bogactwem oprawie dźwiękowej, nierzadko podnoszącej ocenę czytelnika-słuchacza w stosunku do oryginału. 

    "Lśnienie" Kinga to najnowsza superprodukcja Audioteki. Jeszcze przed premierą pani Marta, z którą kontaktuję się w sprawie wyboru kolejnych lektur, zapytała, czy chcę "Lśnienie" przesłuchać i zrecenzować. "Ale ja nie przepadam za Kingiem... Czy interesuje Państwa zdanie kingowego sceptyka?" - ostrzegłam lojalnie. A pani Marta, niczym ta prawdziwa cnota, co nie boi się krytyk, odpisała: "Oczywiście, że interesuje".

    Znam oczywiście (i Wy też pewnie znacie) film Kubricka z 1980 roku z Jackiem Nicholsonem, więc dobrze wiedziałam dokąd zmierza ta historia. Dlatego słuchając nie myślałam o zakończeniu, a skupiałam się na wiodącej ku niemu drodze. Nawiasem mówiąc - Kingowi wersja Kubricka się nie spodobała i wydaje mi się, że wiem dlaczego. 

    Kubrick koncentruje się na budowaniu nastroju i straszeniu widza - i o to chodzi w horrorach. Zupełnie pomija za to wątek obyczajowy, na którym skupia się książka. 

    Rodzina Torrance'ów to rodzina z problemami. Jack miał w przeszłości problem z alkoholem i agresją. Od ponad roku nie pije, ale wydaje mu się, że żona zamiast docenić jego starania wciąż patrzy na niego podejrzliwie. Coraz bardziej tęskni za kieliszkiem ulubionego martini. Wendy uwikłana jest w toksyczną relację z własną matką i niepokój budzą w niej wszelkie podobieństwa pomiędzy nieudanym małżeństwem rodziców, a jej własnym. Trwa przy Jacku, choć nie zawsze czuje się z nim bezpiecznie. Wie również że łączy go z synem niezwykła więź i nie chce jej niszczyć. No i porzucenia męża oznaczałoby powrót do matki, a ta perspektywa wydaje jej się gorsza, niż wszystko inne. Danny, pięcioletni syn Torrance'ów, jest dzieckiem niezwykłym. Nad wiek poważny i wrażliwy, zdaje się wyczuwać wszelkie nastroje i problemy rodziców. Wie o rzeczach, o których nie powinien wiedzieć, tak jakby czytał w myślach. Miewa sny, z których budzi się z krzykiem, ale nie zawsze je pamięta. Najbardziej na świecie kocha swojego ojca, a Jack często myśli, że nie zasłużył na takiego wspaniałego syna. 

    Cała trójka balansuje na granicy pomiędzy rodziną szczęśliwą a rodziną patologiczną i na początku książki może się wydawać, że znajdą się po właściwej stronie. Jack wreszcie dostał nową pracę, ma poza sezonem pilnować porządku w o tej porze pustym hotelu. Oznacza to, że przez kolejnych kilka miesięcy nie muszą martwić się o jedzenie i dach nad głową, a duża ilość wolnego czasu pozwoli Jackowi skończyć pisanie sztuki. Jack nieźle pisze, zdarzyło mu się w przeszłości sprzedać opowiadanie poczytnemu magazynowi. Zarówno on jak i Wendy cieszą się z szansy wyjścia na prostą. Danny cieszy się szczęściem swoich rodziców i stara się nie myśleć o snach i przeczuciach, które go nawiedzają. A jeśli ktoś widział film, wie, jak to wszystko się skończy.

    Chociaż jeśli chodzi o zakończenie, Kubrick trochę je zmienił. 

    W opowieści mnóstwo jest wątków i zdarzeń o charakterze nadprzyrodzonym, dla mnie jednak najstraszniejsza była metamorfoza Jacka. W filmie praktycznie pominięto ten proces, Jack wpada w szpony szaleństwa w jednej chwili. W książce Torrance zmienia się bardzo powoli, małymi, ledwo dostrzegalnymi kroczkami, a czytelnik może prześledzić po kolei wszystkie  fazy obłędu i to jest bardziej przerażające, niż dwie dziewczynki w niebieskich sukienkach.

    Oprawa Audioteki zasługuje na ogromną pochwałę. Myślę, że byłabym w stanie polubić Kinga, gdyby zawsze mi go czytał Krzysztof Gosztyła. Bardzo dobrze wypadli też zarówno odtwórcy ról Torrance'ów - Adam Woronowicz (Jack), Agata Kulesza (Wendy) i Bernard Lewandowski (Danny), jak i pozostali. Również pani Marta wystąpiła w niewielkiej, ale bardzo profesjonalnie przeczytanej roli.

    Polecam zwłaszcza kingowym sceptykom, bo entuzjastów  pewnie nie trzeba namawiać.

    (Tekst powstał w ramach współpracy z serwisem Audioteka.pl)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz