• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Oswajanie motyla



    Czyli uczę się żyć z doktorem Hashimoto.

    Motyle jako symbol kojarzyły mi się do tej pory z ruchem pro-ana i nie od razu załapałam, co mają do tarczycy. Choć powiązanie jest bardzo oczywiste, kiedy człowiek sobie uświadomi, jak tarczyca wygląda. Sama tarczyca z kolei kojarzyła mi się głównie ze skażeniami jodem. Tak to jest, jak się pracuje w miejscu z dozymetrią w nazwie.

    Od kilku tygodni zagłębiam się w temacie po szyję. Nie jest łatwo, bo w sieci jest mnóstwo sprzecznych informacji, a wizytę u lekarza mam umówioną dopiero za kilka tygodni. Prywatnie, bo na NFZ to dopiero na kwiecień. Książkę sobie kupiłam i czytam, ale idzie powoli, bo gruba jest. 

    Mam jakąś tam intuicję - jelito przecieka i zawartość przechodzi przez nie, choć nie powinna. Atakują ją przeciwciała, a jak już pokonają (tu widzę oczami wyobraźni coś w rodzaju grupy młodzieży o radykalnych poglądach) zastanawiają się, komu jeszcze przyłożyć i wybór ich pada na tarczycę, bo ponoć do czegoś podobna. W celu uzdrowienia tarczycy należy zrezygnować z różnych rzeczy, które nie służą jelitu i przyczyniają się do rozszczelnienia, żeby zawartość jelita pozostała w nim i nie drażniła brygady obrony podwórka.

    O nieszczelnych jelitach przeczytałam w "Historii wewnętrznej" Giulii Enders jakiś miesiąc, może dwa, temu. W każdym razie jeszcze przed diagnozą. Przyjęłam ten kawałek wiedzy bez zastrzeżeń, uznając, że jeśli pisze to doktorantka od jelita (konkretnie od mikrobiologii jelita), to jest to bardziej wiarygodne, niż Wikipedia, w której można przeczytać, że owa nieszczelność to rzekomy zespół objawów i kwestia, czy faktycznie istnieje jest mocno kontrowersyjna.

    Ta część, co do której wszyscy się zgadzają, brzmi tak: przeciwciała a-TPO atakują tarczycę powodując stan zapalny i powoli ją zżerają. Zaatakowana tarczyca wysyła sygnał S.O.S, co powoduje większą mobilizację układu odpornościowego i nasilenie ataków. Układ odpornościowy jest bardzo waleczny, ale niezbyt rozgarnięty - całkiem jak ta radykalna młodzież, z którą mi się kojarzy.

    W dużym uproszczeniu: Jako że tarczyca nie tylko produkuje ale i magazynuje hormony, w pierwszej fazie, kiedy mury magazynu się rozsypują, następuje uwolnienie zapasów, co daje objawy nadczynności tarczycy. Potem, gruczoł jest zżerany i chociaż pracuje pełną parą, nie daje rady i mamy objawy niedoczynności.

    "Tradycyjna" metoda leczenia polegała na przyjmowaniu suplementów hormonalnych i obserwowaniu niknącej w wyniku zapalenia tarczycy z łagodną stoicką melancholią (tu wyobraźnia podsuwa mi widok Michała Bajora w roli Nerona patrzącego na pożar Rzymu i recytującego poezje). "Nowoczesne" podejście jest inne - polega na wyeliminowaniu tego, co mogłoby drażnić tarczycę, dzięki czemu gruczoł ten będzie mógł się zregenerować.

    Różnice w podejściu obrazuje dialog, który przeczytałam na hashimotowej grupie wsparcia. Cytuję z pamięci:

    Tradycja: Przesadzacie z tymi dietami. Ja od X lat mam Hashimoto, normalnie jem, łykam hormony i czuję się świetnie.
    Nowoczesność: Chyba nie tak świetnie, skoro chorujesz od X lat. Ja od 4 lat jestem zdrowa, nie mam przeciwciał.
    Tradycja: Zdrowa? Co to za zdrowie, skoro nic nie możesz jeść?
    Nowoczesność: To fakt, musiałam zmienić styl życia, ale ten nowy mi odpowiada, bo czuje się świetnie.

    No więc ja wybrałam podejście nowoczesne. Poziom hormonów jest jeszcze w normie, dieta ma na razie urok nowości i nie doskwiera mi zbyt mocno, jeśli pominąć kwestie towarzyskie - spotkanie ze znajomymi w knajpie, żeby coś razem zjeść nie jest prostą sprawą.

    O diecie napiszę następnym razem, bo już mi się robi trochę tl;dr.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz