• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Wredny Japończyk



    Raz do roku odwiedzam mojego doktora w celu odbycia rutynowego przeglądu.

    - Nie podoba mi się pani waga, pani Kasiu - powiedział, ledwo skończyliśmy wymianę grzeczności. Swoją drogą fakt, że wybrał karierę w medycynie a nie w dyplomacji obydwu tym dziedzinom wyszedł na dobre.
    - Mnie też się nie podoba. Wolałam się o 10 kg młodszą - zgodziłam się - zwłaszcza że od ponad miesiąca jestem na cukrowym detoksie i choć stosuję go bardzo rzetelnie, waga ani drgnie.
    Doktor zastrzygł uszami.
    - A badała sobie pani tarczycę?

    Dostałam listę badań do zrobienia i umówiłam się na kolejną wizytę, bo doktor chciał je obejrzeć. Kilka dni później, po otrzymaniu wyników wysłałam dramatycznego smsa:

    "Panie Doktorze, norma aTPO jest do 60 a u mnie 1300. Dożyję tej wizyty za 5 tygodni?"

    "Dożyje Pani, to Hashimoto".

    W międzyczasie skonsultowałam się z internistą, który potwierdził, że to ten wredny Japończyk. Znaczy, sorry, doktorze Hashimoto, ja wiem, że pan tej choroby nie wynalazł, a jedynie odkrył, ale pana nazwisko stało się synonimem samego problemu. Tak się często dzieje, proszę zapytać doktora Frankensteina.

    Doktor Google, który co prawda jest marnym endokrynologiem, ale za to łatwo dostać do niego numerek, powiedział mi, że powinnam przejść na dietę, na której muszę zrezygnować (w skrócie) ze wszystkiego, co lubię.

    - Czemu masz taką smutną minę? - zapytał mąż.
    - Myślę o tych wszystkich rzeczach, których już nigdy nie zjem. Właśnie myślałam o serze Camembert. 

    Dziś minęło kilka dni, od kiedy stosuję dietę. Jakoś daję radę, choć na myśl o ryżu cierpnie mi już skóra. Ale generalnie mam lepszy nastrój. Nie wiem, czy to faktycznie kwestia diety, czy może pogody. Możliwe, że chodzi o to, że wreszcie się wyspałam, albo o to, że waga wreszcie drgnęła. Pojechałam dziś po zakupy do nieco dalszego niż zwykle sklepu i tamtejsza oferta produktów bezglutenowych, bezmlecznych i w ogóle bez, przyprawiła mnie o zawrót głowy. 

    No i zawsze zostaje jeszcze sushi.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz