• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Wakacje w wersji DEMO


    Dziadek Miśków ma sad.
    Nie ten na zdjęciu (bo zdjęcie tradycyjnie z pixabay.com) ale bardzo podobny. Fajniejszy nawet, bo oprócz drzew są tam jeszcze maliny, jeżyny, borówki i inne owocki. W tym sadzie Miśki spędzają co roku w wakacje kilka tygodni. 

    Od jesieni chodził mi po głowie pomysł, inspirowany trochę moimi własnymi wakacjami, a trochę lekturą Astrid Lidgren, żeby Miśki puścić do tego sadu całkiem luzem i niech sobie kombinują, co robić z tak mile rozpoczętym dniem. Żebyśmy - i my, i one - mieli szansę odpocząć od tego, co ogólnie określane jest jako "zajmowanie się dziećmi".

    Nie zrozumcie mnie źle - zajmowanie się dziećmi bywa fajne, od czasu do czasu miło jest wypełnić dzień, lub kilka, starannie zaplanowanym harmonogramem kipiacym od atrakcji. Ale dla równowagi czasem powinno się dzieci zostawić samym sobie i pozwolić im się ponudzić

    Wymyśliłam sobie, że Miśki będą się nudzić bardziej efektywnie i efektownie, jeśli będą w większym towarzystwie. Postanowilam zabrać na wieś Kacpra. Kacper, jak pewnie pamiętacie, jest najlepszym kumplem Miśka, a i Miśka go lubi, więc pomysł został przyjęty z entuzjazmem przez wszystkich zainteresowanych. Jedynie Mama Kacpra obawiała się, jak jej syn zniesie pierwszą w życiu rozłąkę z rodzicami. Z tego właśnie powodu postanowiliśmy zabrać całą gromadkę na wakacje w wersji DEMO, wykorzystując długi weekend, żeby potem dla wszystkich było jasne, na co się godzimy.

    Niestety, wersja próbna pozbawiona była jednej z głównych atrakcji w postaci owocków - nawet truskawki nie chciały jeszcze współpracować. Mimo tego drobnego mankamentu wyjazd zaliczamy do bardzo udanych. Kacper, owszem, trochę marudził, ale tylko ostatniego dnia - że jeszcze nie chce wracać. Miśki były zachwycone, pies oszalał ze szczęścia, króliki cieszyły się ciągłymi dostawami świeżej koniczyny. Dziadek z zadowoleniem odnotował, że cała gromada spędzała więcej czasu na świeżym powietrzu, a poziom chaosu nie odbiegał od tego, ktory zwykle i tak towarzyszy naszym wizytom (wyobrażam sobie, że nasz przyjazd musi być dla Dziadka czymś w rodzaju najazdu Hunów).

    Ciekawa jestem, jak jest u Was? Staracie się wypełnić dzieciom dwa miesiące wakacji rozmaitymi atrakcjami? Podrzucacie dziadkom? Z konieczności (a może z wyboru?) spędzacie je w domu?

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz