• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Faworyty władców Francji - recenzja audiobooka




    Grono uroczych metres dotrzymywało mi towarzystwa w podróżach.

    Pisałam Wam już kiedyś, że lubię wypełniać luki w historycznej edukacji czytając książki biograficzne, anegdoty z epoki czy historyczne powieści. Kiedy na półce Audioteki zauważyłam Faworyty, pomyślałam sobie, że to dobra okazja by poznać szacowne grono Ludwików, Henryków i Karolów z tej mniej oficjalnej strony.

    Korowód dam królewskich serc rozpoczyna Agnès Sorel, faworyta Karola VII, którego potrafiła zmotywować, by stał się Karolem Zwycięskim. Ze wszystkich opisanych pań właśnie ją polubiłam najbardziej. Miła, skromna, dobra, gdyby nie splamił jej grzech cudzołóstwa, mogłaby zostać świętą. Szczerze oddana królowi trzymała się z daleka od wszelkich intryg. Nie była jednak pozbawiona pewnego sprytu. To właśnie jej fortel sprawił, że Karol porzucił wygodne życie i stanął na czele armii przeciw pustoszącym jego ziemie Anglikom. Król pozostał jej wierny do jej śmierci. Królowa zaś była jej przychylna tak, że nalegała by jednej z córek Agnès i króla nadano jej imię. 

    Wiele romansów przebiegało według klasycznego schematu - ot, król zobaczył ładną buzię i tracił najpierw głowę, a jakiś czas potem całe zainteresowanie. Było jednak kilka historii całkiem niezwykłych. Na przyklad Diana de Poitiers dobiegała trzydziestki gdy poznała przyszłego Henryka II. Początkowo miała dla niego wyłącznie matczyne uczucia, różnica wieku wynosiła ponad dwadzieścia lat! Z czasem jednak król dorastał, a ona, ku zgorszeniu całego dworu, ani myślała się starzeć.

    Książka pisana jest w elegancki i uroczo staroświecki sposób, bez pikanterii, co w zależności od indywidualnych upodobań może być poczytane za zaletę, lub wadę.

    Mam dwa zastrzeżenia co do tej lektury. Pierwsze wynika z mojego braku obycia z historią Francji - mylili mi się królowie, zwłaszcza gdy nosili te same imiona. Mylili mi się delfinowie, z których każdy nazywany był po prostu delfinem, z pominięciem imienia czy innych znaków rozpoznawczych. Myliła mi się szlachta i damy, wśród których każdy używał kilku nazwisk pochodzących od różnych posiadłości. Drugie zastrzeżenie zaś dotyczy zbyt częstego mieszania prawdy z fikcją. Z jednej strony mamy powoływanie się na listy i pamiętniki, możemy więc sądzić, że opisywane są fakty. Z drugiej - przywoływane są drobne szczegóły, które służą jedynie ubarwieniu opowieści i najpewniej powstały w wyobraźni autorki. 

    Książka Jadwigi Dackiewicz to nie tylko sposób na uzupełnienie historycznej wiedzy, ale także bardzo miła rozrywka. Ewa Krasnodębska czyta z nienaganną dykcją i uroczym staroświeckim gładkim "ł", które bardzo pasuje do klimatu tej lektury. 

    Myślę, że książka może przypaść do gustu zarówno tym, którzy interesują się historią, jak i tym, których czasem nachodzi ochota, by zajrzeć gdzieś przez dziurkę od klucza.

    (Tekst powstał w ramach współpracy z serwisem Audioteka.pl)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz