• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Idąc cmentarną aleją...



    Pierwszego listopada na cmentarz chodzę dopiero po zmroku.

    Kiedy mieszkałam w protestanckiej Hesji, brakowało mi Dnia Zmarłych. Nie piszę "Wszystkich Świętych", choć to oficjalna nazwa. Dla mnie ten dzień nie ma wiele wspólnego ze świętymi, znanymi z opowieści i kalendarza, lecz ze zwykłymi ludźmi. Takimi, których pamiętam i tymi, których nigdy nie spotkałam, bo umarli przed moimi narodzinami, albo nasze drogi nigdy się nie przecięły.

    Na cmentarz chodzimy po zmroku. Lubię ten nastrój, kiedy tysiące małych światełek rozpraszają mrok, a mijani ludzie są tylko ciemnymi kształtami. Idę, myślę, wspominam.

    Najpierw zawsze do grobu dziadka, który od tego roku jest również grobem mojej babci. Dziadek zmarł wiele lat temu, ale pamiętam nasze wspólne zabawy, budowanie z klocków i to, jak uczył mnie jeździć na rowerze. Obok jest grób wujka, a w zasadzie ciotecznego dziadka. Pamiętam go jak przez mgłę, miał niski głos, którego bardzo się bałam. Przy każdej jego wizycie chowałam się pod stołem. 

    Potem zawsze idziemy do grobów żołnierzy. Przy pomniku stoją na baczność harcerze a przed nimi na ziemi kilka setek zniczy tworzy migoczący dywan. Dostawiam swój znicz i odchodzę pomiędzy żołnierskie groby. Na każdym z nich pali się po kilka lampek, na tych z krzyżem i na tych z gwiazdą. Myślę o tych młodych chłopakach, którzy nie wrócili do domu i o ich matkach, które nigdy nie dowiedziały się, gdzie pochowano ich dzieci. 

    Wypatruję samotnych opuszczonych grobów, na których nie pali się znicz, ale prawie nie ma takich. Na każdym choćby mały wkład bez szklanej osłony. Mijamy kilka bardzo starych nagrobków, znacznie mniejszych od innych. "Żył 20 dni". "Żył 3 miesiące". "Żył 2 lata". Ile ludzkiego nieszczęścia w tych suchych datach. Z wiekiem robię się coraz bardziej skłonna do wzruszeń. 

    Pratchett napisał: 
    Nikt nie jest os­ta­tecznie mar­twy, dopóki nie us­po­koją się zmar­szczki, ja­kie wzbudził na po­wie­rzchni rzeczy­wis­tości - dopóki ze­gar przez niego nakręco­ny nie sta­nie, dopóki wino przez nią nas­ta­wione nie do­kończy fer­mentac­ji, dopóki plon, ja­ki za­siali, nie zostanie zeb­ra­ny.
    Bardzo to bliskie temu, co sama czuję. Póki o nich pamiętamy, nie są martwi.

    Zdjęcie stąd.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz