• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Pochłaniacz - recenzja audiobooka



    Najeżona spojlerami. Wchodzisz na własną odpowiedzialność.

    Nie jestem z tych, którzy już w połowie książki wiedzą, kto zabił. Wręcz przeciwnie, zwykle daję się wodzić autorowi za nos i ochoczo podchwytuję wszystkie fałszywe tropy. Kiedy raz u Agathy Christe udało mi się odgadnąć nie tylko kto jest mordercą ale także jaki miał motyw, byłam mocno zdegustowana, że ta, którą nazywają (nie bez powodu) królową kryminału wymyśliła coś, co nawet mnie udało się rozgryźć. Natomiast po zakończeniu "Pochłaniacza" Katarzyny Bondy przyszło mi do głowy, że niektóre z moich pomysłów na rozwiązanie zagadki były lepsze od tego, który przedstawiła autorka.

    Główną bohaterką powieści jest Sasza Załuska, "kobieta z przeszłością", która odeszła z policji z powodu problemów alkoholowych. Nie pije od siedmiu lat, od czasu kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży. Sasza jest profilerką, czyli psychologiem śledczym ustalającym na podstawie dostępnych danych portret psychologiczny sprawcy. 

    Pamiętacie tę długą zimę w 2013, kiedy mieliśmy białe Święta Wielkanocne? Własnie wtedy rozgrywa się akcja powieści. Tło obyczajowe stanowią przedstawiciele trójmiejskiego świata przestępczego, w którym z jednej strony człowiek człowiekowi wilkiem i nieważne są więzy krwi, lojalność, czy jakieś inne sentymenty, a z drugiej - wszyscy wszystkich znają i na urodzinach miejscowego szefa wszystkich szefów toast ku czci szanownego jubilata wznoszą zgodnym chórem gangsterzy, sędziowie, skorumpowani policjanci i szare eminencje nielegalnych biznesów.

    Sprawa zabójstwa w jednym z trójmiejskich klubów niby ma swoje korzenie w sytuacji sprzed dwudziestu lat, ale w sumie ma się do niej nijak. Postaci niby te same, ale relacje pomiędzy nimi w teraźniejszości nie wynikają z tego, co zdarzyło się kiedyś. Motyw zabójstwa okazuje się banalny, a fakt że ofiara i sprawca znali się kiedyś, nie odgrywa większej roli. 

    Bardziej niż współczesna historia zaintrygowało mnie to, co zdarzyło się dwadzieścia lat wcześniej. Zawsze lubiłam historie opowiadane z wielu perspektyw, kiedy czytelnik, czy widz, sam musi wyłuskać ziarenka prawdy by odtworzyć z nich to, co rzeczywiście się zdarzyło. Aby jednak miało to ręce i nogi, autor musi grac fair. Wiadomo, że poszczególni bohaterowie mogą kłamać, ich pamięć może płatać figle, ale kiedy narrator nazywa jakąś postać Marcinem, nie mamy powodu wątpić, że to Marcin. Któraś z postaci mogłaby użyć imienia, a narrator powinien go unikać - to by zasugerowało czytelnikowi to, co trzeba, bez łamania reguł. Tymczasem mamy w kolejnych zdaniach: "Marcin obudził się, Marcin stanął obok brata, Marcin zbiegł po schodach". A potem okazuje się, że gdzieś pomiędzy stawaniem obok brata a zbiegnięciem Marcin staje się Wojtkiem, uprzednio zamieniwszy się z nim ubraniami. Swoją drogą nie mam pojęcia, czemu bliźniacy zamienili się miejscami akurat wtedy. Autorka pisze, że Wojtek chciał ostrzec Monikę, ale czemu w tym celu musiał się zamieniać? Przecież nie było wiadomo, że wuj zabierze któregoś z nich ze sobą, a jeśli już, to prędzej obstawiałabym, że Marcina.  I czemu Wojtek "ukrył" dziewczynę akurat w podejrzanym hoteliku należącym do wuja? Uważam też, że w piosence powinno pojawić się inne imię. Skoro autor piosenki obwiniał siebie, powinien użyć swojego prawdziwego, a nie przybranego imienia. Nie sądzę, żeby obwiniał brata, bo przecież Marcin został w tę sytuację wkręcony przez najlepszego kumpla, który pomówił Waldemara o gwałt, bo chciał się zemścić za odmowę przyjęcia go do gangu. (Z takimi przyjaciółmi komu potrzebni wrogowie?) Wersję Przemka znał nawet Słoń, więc pewnie i do Wojtka doszła, a od Moniki musiał wiedzieć, że żadnego gwałtu nie było.

    To, co mi się w książce zdecydowanie podobało, to sposób kreowania bohaterów. Każdy z nich ma swoją historię, swój sposób widzenia świata i postępowania. Historie są ciekawe, a postaci spójne. Żadnej nie można nazwać papierową.

    Agata Kulesza czyta powieść poprawnie, ale nie odgrywa głosem poszczególnych postaci, w dialogach często miałam wątpliwości, kto co mówi.

    Raczej nie sięgnę po kolejne książki Katarzyny Bondy. Mimo że tej słuchało mi się bardzo dobrze, mam żal do autorki o nieczyste zagrania, które całkiem zepsuły mi ostateczne wrażenie.

    (Tekst powstał w ramach współpracy z serwisem Audioteka.pl)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz