• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Dlaczego nie mogę żyć bez telewizora



    Próbuję. Opisy moich prób, czasem skutecznych, częściej nie, są tematem rodzinnych anegdot.

    Wpis na blogu Ani (PrimoCappuccino) zmotywował mnie, żeby opisać i Wam, jak to u nas z telewizorem bywało.

    Próba pierwsza - nieudana.

    Pierwsze wspólne gniazdko wynajęliśmy jeszcze przed ślubem. Umeblowane, ale bez telewizora. Kiedyśmy się już rozpakowali i na dobre osiedlili, zaczęli nas odwiedzać krewni i znajomi królika, przynosząc sympatyczne drobiazgi "na nowe mieszkanie". Któregoś dnia z wizytą zapowiedzieli się Ciocia z Wujkiem. Zapytali, czy jest coś, co by się nam przydało. Jako że znamy się z Ciocią całe życie, wyznałam z pewną nieśmiałością, że przydałby mi się jakiś nieduży pojemnik na pranie. Najlepiej niebieski, bo w tym kolorze mamy łazienkę.

    Ciocia i Wujek przyjechali o umówionej porze, ale zamiast wejść do środka, zawołali Kolegę Małżonka, żeby pomógł im przynieść prezent z samochodu. Po chwili zobaczyłam ich jak razem z Wujkiem wyciągają z bagażnika telewizor.

    - Bo nie było takich pojemników, jak chciałaś - wyjaśniła Ciocia.

    Próba druga - udana.

    Po dwóch latach wspólnego mieszkania wyjechaliśmy, już jako małżeństwo z rocznym stażem, na stypendium do Niemiec. Spędziliśmy tam trzy lata. Przez cały ten czas nie kupiliśmy telewizora, bo myśl, że jakiś sprzęt domowy będzie do nas gadał po niemiecku wydawała się niezbyt atrakcyjna.

    Co jakiś czas w naszych drzwiach pojawiała się kartka w języku tubylców "Prosimy o uiszczenie abonamentu radiowo-telewizyjnego". Ponieważ uznaliśmy, że w żaden sposób nas to nie dotyczy, kartka lądowała w koszu. Za którymś kolejnym razem kartka nie była już tak uprzejma. Najeżona paragrafami uprzedzała, że jeśli w dalszym ciągu będziemy unikać zarówno płacenia abonamentu, jak i kontaktu z inkasentem, to nas oskarżą o różne rzeczy, które zwłaszcza po niemiecku brzmiały wyjątkowo groźnie. Poprosiliśmy kolegę, który władał miejscowym narzeczem, żeby zadzwonił pod podany numer i wyjaśnił sprawę w naszym imieniu.

    - Jak to nie mają telewizora? - zdziwił się po niemiecku głos po drugiej stronie słuchawki.
    - Nie mają. Nie lubią telewizji i nie znają języka...
    Pan z drugiej strony nie posiadał się ze zdumienia:
    - Ale w takim razie, co oni robią przez cały dzień?!?

    Próba trzecia - nieudana.

    Po powrocie do kraju przodków z przyzwyczajenia nawet nie pomyśleliśmy o telewizorze. Ten poprzedni przed wyjazdem oddaliśmy w dobre ręce i tam postanowiliśmy go zostawić. Mieliśmy długą listę rzeczy potrzebnych w naszym nowym domu i jeśli nawet był na niej telewizor, to na pewno nie na pierwszej stronie. Prawdę mówiąc nie bardzo jeszcze by było na czym go postawić. Poza tym internet w domu przestał być luksusem i powoli stawał się standardem i to medium jakoś bardziej nas pociągało. Aż pewnego dnia, całkiem jak 5 lat wcześniej, na progu naszego domu pojawili się Ciocia, Wujek i telewizor. Nowy, wielki i jak na tamten czas całkiem nowoczesny, bo te płaskie modele dopiero zaczynały pojawiać się w sklepach.

    Trochę trwało, zanim znaleźliśmy dla niego miejsce, jeszcze dłużej, zanim postaraliśmy się o antenę. Częściej używaliśmy go do oglądania filmów z płyt, niż telewizji. Przez większość czasu stał wyłączony a Misiek odnosił się do niego z podobną rezerwą jak rodzice. Wszystko zmieniło się, kiedy na świecie w niewielkim odstępie czasu pojawiły się - najpierw Miśka, a potem telewizja TVP ABC.

    - Włącz mi telewizor! - domagała się Miśka z regularnością, która prędko przestała nas fascynować a zaczęła martwić.

    Próba czwarta - w toku.

    Po ostatnim remoncie przestawiliśmy trochę meble. Zamiast wielkiego telewizora - emeryta pojawił się płaski monitor do komputera z funkcją telewizora. Tylko że do gniazda antenowego ma na tyle daleko, że z owej funkcji jeszcze nie korzystaliśmy. Ustawienie mebli w salonie jest takie, że ładny płaski telewizor będzie się tam całkiem nieźle prezentował, ale wciąż nie możemy wykrzesać z siebie wystarczająco dużo entuzjazmu, żeby go nabyć. Zwłaszcza że Miśka całkiem niedawno przestała się dopominać o bajeczki. Może na telewizję chodzić do Babci, ale zwykle okazuje się, że zabawa z bratem jest atrakcyjniejsza.

    Mimo wszystko wiem, że go kupimy, mamy kolekcję ciekawych filmów na DVD i chętnie obejrzymy je na dużym ekranie i z dobrym dźwiękiem.

    Ale to jeszcze za chwilę.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz