• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Pavia



    Podróże służbowe mają to do siebie, że jeździ się do różnych ciekawych miejsc, których nie ma się czasu obejrzeć.

    Dlatego właśnie posiłkuję się cudzym zdjęciem. Ja zrobiłam zaledwie kilka, z czego większość w czasie zwiedzania miejscowego reaktora.

    W Pavii spędziłam - wraz z jedną z koleżanek z pracy - tydzień na spotkaniu naukowców różnej maści (fizyków, chemików, lekarzy, inżynierów itp.), poświęconemu terapii onkologicznej, która na razie jest w fazie eksperymentalnej, ale ma potencjał. 

    Pewnie znów nie miałabym czasu wyjść do miasta, gdyby nie to, że mieszkałam w samym jego środku, tak, że bardziej już chyba się nie dało. Organizatorzy zaproponowali kilka miejsc noclegowych. Upewniwszy się, że wszystkie opcje zapewniają pokoje z łazienką, wybrałyśmy najtańszą, która to decyzja z pewnością ucieszy Was jako podatników. Na miejscu okazało się, że będziemy mieszkać w klasztorze z długą tradycją, założonym w VIII wieku. Przywitały nas przesympatyczne siostrzyczki, a właściwie mateczki, bo według miejscowej reguły każdą z nich należało tytułować "madre". Zawsze myślałam, że matka to przełożona klasztoru, ale kiedy chciałam to sprawdzić i wrzuciłam w google słowa "matka" i "zakonnica", to mi same świństwa wyszły.

    Matki mówiły wyłącznie po włosku, którym to językiem żadna z nas nie włada, więc konwersacje przypominały coś pomiędzy pantomimą a grą w kalambury. Mimo to nie rezygnowałyśmy z wymiany uprzejmości przy każdym spotkaniu. Przydała się też (moja nikła) znajomość hiszpańskiego, bo te języki dość podobne są. Każda udana próba porozumienia dawała nam mnóstwo radości i satysfakcji a wyjeżdżając bez trudu zrozumiałyśmy zdanie: "Jeśli jeszcze kiedyś będziecie w Pavii, koniecznie musicie u nas znów zamieszkać".

    (Zdjęcie stąd).

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz