• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Jestem do tyłu



    I nie tam, że z krzyżykami. Chociaż to też, bo optymistycznie wyobrażałam sobie, że skończę w czerwcu. Ze wszystkim w ogóle jestem do tyłu.

    Zdjęcie krzyżyków wrzucam, bo co prawda pokazywałam na Fejsie, ale nie każdy tam zagląda. Nie wiem, czemu, bo same ciekawe rzeczy tam wrzucam. Zdjęcia ślicznych kotków, na przykład. I dowcipy. Zdarza się, że śmieszne.

    Poza krzyżykami do tyłu jestem z blogosferą. Bloglovin mnie straszy, że mam 137 nieprzeczytanych postów (i rośnie) a ja nie mam kiedy czytać, bo nadganiam różne inne rzeczy.

    Wciąż nie rozpakowałam książek po remoncie. Stoi sobie to wielkie pudło (i dwa mniejsze obok) i straszy mnie swoją wielkością. Boję się zajrzeć, bo obiecałam sobie pozbyć się wszystkich książek poza tymi, z którymi nie będę się umiała rozstać. Do tej pory stały na czterech regałach Billy z nadstawkami. Każdy po siedem półek, każda półka to 80 cm, wypchanych po brzegi. Co daje ponad 22 metry bieżące książkowych grzbietów. Trochę mnie to onieśmiela.

    A jednak popełniłam po raz kolejny ten sam błąd: kupiłam sobie dziś książkę. I to nie na czytnik, tylko taką prawdziwą, z papieru, bo chce ją również przeczytać moja mama, a ona w książki w tych nowoczesnych formach nie wierzy. O książce pisała ostatnio Iza i to na tyle ciekawie, że przy pierwszej okazji ściągnęłam sobie na próbę bezpłatny fragment. Po przeczytaniu tegoż znalazłam w domu i zneutralizowałam dwa gorące i jeden martwy punkt. I dało mi to zaskakująco dużo satysfakcji. Postanowiłam więc przeczytać resztę, bo a nuż więcej tam takich ciekawych i pożytecznych rzeczy. Książka nosi tytuł "W domu Madame Chic" i pewnie już o niej (albo nawet ją) czytaliście, ale ja jestem do tyłu.

    Nie jestem za to do tyłu w kwestii audiobooków, przesłuchałam kolejny i napiszę Wam o nim za tydzień. To znaczy - napiszę wcześniej, ale opublikuję zgodnie z harmonogramem, który ustaliłam sobie parę miesięcy temu i odstąpiłam od niego tylko raz, w wakacje. To przez te wakacje jestem do tyłu, ale nie jestem z tego powodu nieszczęśliwa. Mam w sobie entuzjazm, żeby podgonić. 

    Trudno tylko będzie znaleźć czas na to podganianie, bo wrzesień mam w rozjazdach. Zwykle uprzedzam o nieobecnościach tylko czytelników mojego newslettera, tym razem zrobię wyjątek, żebyście nie pomyśleli, że porzucam bloga. Wyjeżdżam w kilka różnych miejsc - na dzień do Krakowa, na 3 dni do Warszawy, na tydzień do Włoch, wszystko służbowo.

    Wiele wskazuje na to, że skończyła się piękna pogoda. Prognoza przewiduje burze, deszcze i ochłodzenie. Jednym słowem koniec wakacji. 

    W sklepie dopadł nas dziś Kacper (ooo! Kacper! - zapiszczała radośnie Miśka) a zaraz potem Kacpra dopadła rzeczywistość. A było to tak:

    - Mogę dziś przyjść do Miśka?
    - Pewnie, ale Misiek musi najpierw odrobić lekcje. A ty masz coś zadane?

    Kacper wyraźnie posmutniał i powiedział, że owszem. Ale szybko odrobi i zadzwoni w sprawie wizyty. I nie zadzwonił... 

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz