• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Galeria potworów - recenzja audiobooka



    "Wczoraj, z przyszłą gwiazdą Jolą Kaczmarek, w drodze z Siedlec do Kielc, spędziłyśmy godzinkę na stacji. Cena bułki z kiełbasą 219 złotych."

    Nie mam pojęcia, skąd tamta książka wzięła się w bibliotece szkoły podstawowej. Nie pamiętam, co mnie do niej przyciągnęło - intensywnie niebieska okładka, rysunek klauna, czy tytuł "Żywa reklama". Zaintrygowana przekartkowałam kilka stron i odkryłam, że piosenki, które dobrze znałam z radia, mają swoją autorkę. Kiedy zagłębiłam się w lekturze, oczarował mnie sposób, w jaki owa autorka za pomocą zaledwie kilku słów potrafiła oddać tak rozmaite ludzkie emocje. Tak właśnie poznałam Agnieszkę Osiecką.

    Wiele razy zdarzyło mi się zachwycić jakąś zręczną frazą w piosence i odkryć że to Osiecka. Teksty jej piosenek wpadają w ucho, zapadają w pamięć, a kiedy im się przysłuchać, skłaniają do głębszej refleksji.

    W "Galerii potworów" Osiecka pisze prozą. Opowiada o swoim świecie, o zmieniających się realiach początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to skończył się PRL i trzeba było odnaleźć się w całkiem nowej rzeczywistości. O Saskiej Kępie i kwitnących tam bzach (które jak wszyscy wiemy, były - a może wciąż są? - zielone i szalone), a przede wszystkim o swoich znajomych - tych tytułowych potworach, które opisane z dużą dozą ciepłej ironii wcale potworne nie są. Znajdziemy wśród nich i osoby bardzo sławne, znane z telewizji, albo z encyklopedii, ale także takie, których nazwiska usłyszymy po raz pierwszy.

    Niektóre fragmenty książki nieco się zestarzały. Realia są znacznie mniej współczesne, niż były wtedy, gdy je opisywano. Większość nazwisk nie wywołuje już u czytelnika wypieków, a co najwyżej nostalgię. Są jednak fragmenty uniwersalne, które nie stracą aktualności. Na przykład galeria potwornych gości - ubawiłam się setnie, bo i mnie nawiedzał kiedyś gość architekt ("to okno powinnaś była dać tu, a te drzwi przesunąć w lewo") i szpieg ("to lustro tu nie wisiało. Tu był obraz. I szafa też jest nowa") w jednym. Pewnie i Wy rozpoznacie w tej galerii Waszych gości, a może nawet siebie.

    Blanka Kutyłowska czyta bardzo ładnie, jej głos dobrze pasuje do ciepło ironicznego (i autoironicznego) stylu autorki. Za to przypisy Daniela Passenta, objaśniającego kto jest kim i co poetka miała na myśli, czytane przez Ksawerego Jasieńskiego, wytrącały mnie z rytmu i równie dobrze, albo i lepiej, słuchałoby mi się bez nich. Zwłaszcza, że nazwisko podawane było na początku i zanim opis się skończył, zdążyłam zapomnieć kogo tym razem dotyczył.

    Polecam książkę przede wszystkim wielbicielom Osieckiej oraz tym, którzy mają ochotę powspominać polskie realia i osobowości początku lat dziewięćdziesiątych. 

    (Tekst powstał w ramach współpracy z serwisem Audioteka.pl)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz