• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Wróciłam



    Jestem domatorką i introwertyczką. Idealne wakacje wyobrażam sobie tak:

    Wszyscy wyjeżdżają dokądś. Co jakiś czas dzwonią, żeby powiedzieć że świetnie się bawią. Ja zostaję sama w domu i się nudzę. Od paru lat nuda wydaje mi się wspaniałym luksusem, na który mnie zupełnie nie stać. No więc nudzę się, tęsknię, poleguję z książką. Albo z audiobookiem i krzyżykami. I zupełnie, ale to zupełnie nic nie muszę.

    Tymczasem jednak moje wakacje wyglądają całkiem inaczej. Owszem, w tym roku spędziłam stosunkowo dużo czasu z audiobookami i krzyżykami, ale z tym nicniemuszeniem to mi nie za bardzo szło. Jak to przy dzieciach. 

    Najpierw pojechaliśmy na wieś, na Podlasie. Było to akurat w te największe upały, więc nasza aktywność polegała głównie na przestawianiu leżaków wokół domu w pogoni za cieniem. Od czasu do czasu ktoś bohatersko udawał się do sadu po owoce i wracał po chwili ociekając strużkami. Gdyby nie konieczność gotowania i zmywania, byłoby całkiem blisko mojego ideału. 

    Potem pojechaliśmy do Olsztyna, gdzie wydawano za mąż pierwszą z licznych siostrzenic mojego małżonka. Po mojej stronie żonaty jest już pierwszy siostrzeniec. Wychodzi na to, że niedługo przyjdzie mi dołączyć do zacnego grona ciotek, co na weselach siedzą pod ścianą w koafiurach i poddają młodzież oględzinom. To znaczy - najpierw się gapią, a potem między sobą ględzą. Tymczasem jednak wciąż jeszcze proszą mnie do tańca, więc nie odmawiam, bo przecież każdy raz może być tym ostatnim i nie chcę sobie potem w brodę pluć.

    Wróciliśmy jeszcze przed weekendem, ale po takiej przerwie człowiek się musi na nowo uczyć pisać, a zresztą w domu po remoncie jest mnóstwo do zrobienia. Meble trzeba poustawiać na miejsca. Stare, albo całkiem nowe. Część rzeczy oddać, albo nawet sprzedać. Zrobić ostrą selekcję książek, bo już od jakiegoś czasu nie ma gdzie stawiać nowych, chyba że na wirtualnych półkach wirtualnych księgarń. Z tą ostrą selekcją mam spory problem, poddałam się już nawet amatorskiej autopsychoanalizie i chyba wiem, dlaczego nie umiem. Napisze o tym później, bo jestem ciekawa czy też tak macie. 

    No i jeszcze - mamy nowy komputer, w przeciwieństwie do kilku starych, na których nie da się już robić wiele poza naukowymi analizami i prezentacjami, ten jest w stanie udźwignąć Minecrafta, więc gramy sobie z Miśkiem. Przy okazji okazało się, że matka w Minecrafcie nadal jest matką i przed wyprawą przepytuje: "Łóżko wziąłeś? A jedzenie?".

    Zerknęłam sobie na statystyki blogowe ostatniego miesiąca i mają one ciekawy kształt siedzącego kota. Najpierw są uszy odpowiadające jakimś co bardziej poczytnym postom sprzed miesiąca, potem wykres spada tworząc płaskowyż kociego grzbietu. A dalej jest już tylko długi chudy ogon pojedynczych wejść. 

    Jeśli to czytasz, to powodujesz, że czubek kociego ogona się podnosi... 


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz