• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Na chwilę przed odlotem



    Bo jednak polecieliśmy, choć do końca nie było wiadomo.

    Misiek to bardzo wrażliwy facet jest. Ale nie, że płacze na ślubach, czy na filmach, to by było za proste. Misiek, jak przystało na twardziela, nie pokazuje po sobie żadnych emocji, za to wszelkie niestandardowe sytuacje odchorowuje. 

    Odchorował pierwsze wyjście do kina, imprezę urodzinową i inne tego typu atrakcje. Kiedy więc po odwiedzeniu naszego zakładu pracy dostał gorączki, to nawet żeśmy się bardzo nie zdziwili. 

    Do długiego weekendu zostało wtedy trzy dni, a po weekendzie mieliśmy ruszać w drogę, więc uznaliśmy, że Misiek posiedzi w domu. Gorączka była z tych niedużych - 37,8 - a ja zbijam dopiero od 38, więc w sumie nie robiliśmy nic, wierząc, że samo przejdzie.

    W środę przed Bożym Ciałem Misiek wybierał się na urodziny swojego najlepszego kumpla. Uznaliśmy, że jak się nie pogorszy, to go puścimy. W związku z czym termometr wetknięty pod miśkową pachę w nocy z wtorku na środę pokazał 39.

    Wyjazd zawisł na włosku, zwłaszcza, że Miśka, która twierdzi, że wszystko, co robi Jeje jest fajne, również dostała gorączki.

    Lekarz stwierdził u Miśki infekcję bakteryjną i przepisał antybiotyk. Trzeci w życiu a drugi w ciągu miesiąca. U Miśka natomiast nie stwierdził nic. Misiek, indagowany później w domu wyznał, że martwił się, że będzie za bardzo chory, żeby iść na te urodziny i możliwe, że stąd ta temperatura.

    Na szczęście do sobotniego wieczora Misiek wykurował się zupełnie, a Miśka na tyle, że mogłam zostawić ją z Babcią bez wielkich wyrzutów sumienia. 

    A w niedzielny ranek wyruszyliśmy na spotkanie z przygodą. 

    Zdjęcie: Geoffrey Whiteway

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz