• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Gniew - recenzja audiobooka



    Miałem tutaj pseudopandę w sam raz dla pana - Teodor Szacki.

    Akcja ostatniego tomu trylogii o prokuratorze Teodorze Szackim rozgrywa się w Olsztynie. Często bywam w tym mieście, pochodzi z niego mój mąż, mieszkają tam teściowie. Na własne uszy nie raz słyszałam o jedenastu jeziorach w granicach miasta i widziałam jak miejscowi się jeżą, gdy ktoś w jednym zdaniu użyje słów "Olsztyn" i "Mazury".  Sięgając po "Gniew" liczyłam na wciągający kryminał w znajomej scenerii, podobnie jak w przypadku warszawskiego "Uwikłania". Okazało się jednak, że atmosfera "Gniewu" jest znacznie mroczniejsza, a mrok ten pojawia się już w pierwszym zdaniu: "Wyobraźcie sobie dziecko, które musi się chować przed tymi, których kocha".

    Problem przemocy w rodzinie, który pojawił się już w "Uwikłaniu" jako jeden z wątków pobocznych, tutaj stanowi główny temat powieści. Temat tak ciężki i ważny, że spycha na dalszy plan zwyczajowe pytanie "Kto zabił?". Odnoszę wrażenie, że kwestia przemocy w rodzinie traktowana jest przez nasze społeczeństwo z niedostateczną uwagą. Szczególnie rzuciło mi się to w oczy podczas dyskusji nad "Konwencją o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej". Nawet osoby z mojego otoczenia, które w wielu sprawach wykazują wysoką wrażliwość, kwestię rodzinnej przemocy bagatelizowały. 

    Podobnie zachowuje się prokurator Szacki. Kiedy kobieta będąca ofiarą przemocy psychicznej zwraca się do niego o pomoc, zostaje odprawiona z kwitkiem. W rozmowie ze współpracownikiem Szacki nazywa ją "pseudopandą", bo w odróżnieniu od ofiar pobicia nie ma pod oczami siniaków. W ten sposób prokurator, którego zdążyliśmy poznać jako człowieka uczciwego, niezłomnego w ściganiu przestępców i tropieniu prawdy, odnosi się do tematu tysięcy kobiet i dzieci, które we własnych domach nie czują się bezpiecznie, każdego dnia bojąc się o własne życie. Każdego roku około 150 kobiet i 30 dzieci umiera na skutek przemocy doznanej od najbliższych osób, a społeczeństwo dyskretnie nie ingeruje w cudze sprawy rodzinne. Miłoszewski ustami swoich bohaterów mówi, że brak reakcji czyni nas współwinnymi.

    "Gniew" budzi skrajne reakcje czytelników, przez niektórych uważany jest za najlepszą, przez innych za najgorszą część trylogii. W obydwu opiniach jest ziarno prawdy.

    Podobnie jak poprzednie części trylogii, "Gniew" napisany jest bardzo sprawnie, jednak o ile w zakończeniu "Uwikłania" i "Ziarna prawdy" wszystkie elementy układanki wskakiwały na właściwe miejsca, "Gniew" zostawił mnie z pełnym niedowierzania "Ale jak to?". Autor nie wystrzegł się kilku błędów, np. analizując szkielet pochodzący z pierwszego morderstwa bohaterowie wysnuli kilka wniosków na podstawie stanu rąk. Tyle że potem okazuje się, że ręce pochodzą od innej ofiary i zostały do szkieletu dosztukowane. Jest jeszcze kilka innych tego typu drobiazgów, których nie da się jednak wymienić bez spojlerowania. Wszystko to sprawia, że zaczynam wątpić, czy w niejednoznacznym zakończeniu powieści autor sam wie, co miał na myśli. 

    Sposób czytania Roberta Jarocińskiego chwaliłam już w poprzednich częściach. Pełen profesjonalizm.
     

    Uważam, że warto sięgnąć po tę książkę i warto zastanowić się nad jej przesłaniem. Nie bądźmy obojętni.

    (Tekst powstał w ramach współpracy z serwisem Audioteka.pl.)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz