• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Blogowanie - o tym, czego nie zobaczysz z dołu



    Jedno Wam powiem: Życie blogera to nie bułka z masłem - Forrest Gump

    A więc chcesz zostać blogerem. Myślisz sobie: "Bloger to ma klawe życie. Oraz wyżywienie klawe, widziałem na Instagramie". Pisać zawsze lubiłeś, komputer z internetem masz, czego trzeba więcej? Wiesz, że na początku nie będzie łatwo, że musisz przyciągnąć i zatrzymać czytelników, masz pomysły, harmonogram, fajną domenę i wiesz wszystko o pagerankach, boś się naczytał poradników.

    Wszystkie one mówią, jak dojść na szczyt, ale mało który opowiada, jak tam jest. Na takich dużych szczytach, to jeszcze nie bywam, ale zdarzały mi się lokalne maksima. I już wiem, że blogowanie na cały etat to nie jest lekki kawałek chleba.

    Samo pisanie to dopiero początek. Po napisaniu tekstu trzeba go jeszcze przeczytać krytycznym okiem. Najlepiej cudzym, ale większość z nas ma tylko swoje. Przecinki, akapity, a zwłaszcza imiesłowy, wszystko musi być jak trzeba, bo inaczej na pewno ktoś Ci to wytknie.

    No i treść. Musi być bez zarzutu. Istnieje duża szansa, że Twój czytelnik zna się na tym, o czym piszesz i coś wyłapie. Jeden przemilczy, drugi napisze na priv "Z dużym zainteresowaniem przeczytałem dzisiejszą notkę i zauważyłem pewne nieścisłości...". Trzeci w komentarzach pod notką napisze, że jesteś idiotą.

    Jeśli robisz własne zdjęcia, to przed Tobą dodatkowa praca. Zbieranie rekwizytów, kompozycja, światło, a potem poprawki w programie graficznym. Myślałeś, że obrobisz się z tym w godzinę?

    Jeśli chodzi o notki będące efektem współpracy z kimś innym, albo z jakąś firmą, musisz się do nich przyłożyć conajmniej tak samo. A przedtem jeszcze na przykład przetestować produkt. Jeśli Ci się podoba, to fajnie, ale jeśli nie, to masz problem - pisać źle, czy nie pisać wcale? Pierwsze oznacza stracony czas, drugie może powodować pewien dyskomfort. Albo i nie, zależy od Twojego charakteru.

    Mały bloger odwiedza i jest odwiedzany. Nierzadko pośród notek i komentarzy tworzy się więź na kształt przyjaźni korespondencyjnej. Mały bloger kojarzy większość swoich aktywnych czytelników, którzy dobrze o tym wiedzą. Popularny bloger prawie nie "bywa", bo nawet jeśli chce i lubi, to brakuje mu czasu, żeby odwiedzać blogi wszystkich swoich komentatorów. Czasem celowo tego unika, żeby przypadkiem nie zainspirować się za bardzo czyimś postem. Z tego powodu tworzy się niesymetryczna relacja, w której łatwiej o trolle, hejterów czy innych czepiaczy.

    Wszyscy zgodnie twierdzą, że na komentarze należy odpowiadać, a przynajmniej czytać. Jest to duża przyjemność w momencie, kiedy komentarzy jest kilka i są pisane z życzliwością. Kiedy liczy się je w dziesiątkach, nie wszystkie są miłe, a połowa się powtarza, bo mało który czytelnik czyta cudze, robi się z tego wyzwanie. Zwłaszcza, gdy chcesz potraktować każdego indywidualnie i odpowiadać bez użycia copy-paste.

    Jasne, że marzę czasem o tym, żeby czytelników liczyć w tysiącach, ale z drugiej strony wiem, że jeśli tak się stanie, to coś zyskam, ale też coś bezpowrotnie stracę. Dlatego cieszę się z tego co mam.

    I jeśli komentujesz moje notki, możesz być pewien, że Cię kojarzę.

    (Wpis w ramach wyzwania blogowego Uli: Dzień 4: Czego nikt ci nie powie o byciu blogerem.
    Wpisy z innych blogów w ramach wyzwania można znaleźć tu: KLIK)



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz