• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    W rodzinie dobrze nam się układa



    A pod stołem zgodnym kołem układały dzieci pucla - Wojciech Młynarski

    Puzzle to chyba nasza ulubiona rozrywka rodzinna. Kiedy w domu pojawia się nowe pudełko, wszystkie inne przyjemności odchodzą na bok, a i Babcia spędza u nas zdecydowanie więcej czasu.

    Rozmiar ma znaczenie - im więcej elementów tym lepiej, z tym, że ogranicza nas rozmiar stołu w jadalni. Ale 2000 mieszczą się swobodnie.

    Zestaw na zdjęciu miał jedynie 500 elementów i bardzo prosty wzór. Rozmiar amatorski, starczył nam na jedno popołudnie. Kupiłam go, bo uznałam, że będzie mi idealnie zasłaniał skrzynkę z bezpiecznikami, a motyw kawy będzie pasował to naszej "kuchennej jadalni" (wciąż nie wiemy jak nazwać nowe pomieszczenie. Ponieważ stoi tu moje biurko i hodowla pomidorków, dzieci mówią po prostu: "W twoim pokoju").

    Z puzzlami jest jeden problem - co z nimi zrobić po ułożeniu. Praktykujemy następujące rozwiązania:

    1. Rozkładamy na części i pakujemy z powrotem do pudełka. System ten ma zasadniczą wadę: puzzle stoi potem w tym pudełku i się kurzy, bo układać drugi raz to samo, to już nie to samo.
    2. Rozkładamy i oddajemy w dobre ręce. Kiedyś miałyśmy się wymieniać ze znajomą. Pomysł super, ale po pewnym czasie zauważyłam, że wymiana idzie tylko w jedną stronę, wiec jej dyskretnie zaprzestałam. 
    3. Wieszanie to tu to tam. Żeby powiesić puzzla maluję go po wierzchu klejem Magic, który po wyschnięciu robi się przezroczysty. Na 2000 elementów potrzeba ok. 2 tubki. Potem można dać w ramę albo w antyramę, z tym, że producenci uparli się żeby standardowe puzzle nijak nie pasowały do standardowych ram. Kolejny problem w tym, że 2000 elementów nie da się dyskretnie powiesić w kącie, a nawet jeśli obrazek dobrało się ładny, nie do każdego wnętrza pasuje taka ozdoba. Szczególnie kiepsko wypada w towarzystwie obrazów.

    A jak u Was? Lubicie układać puzzle? Co z nimi robicie po ułożeniu?

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz