• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Obchodziłam majówkę, zanim stało się to modne



    Ogółowi naszego społeczeństwa początek maja kojarzy się z grillem, wyjazdami i tym podobnymi atrakcjami.

    Mnie kojarzy się z urodzinowymi tortami w hurtowych ilościach. Zauważcie, że przełom kwietnia i maja jest akurat dziewięć miesięcy po przełomie lipca i sierpnia. Wygląda na to, że od kilku pokoleń moja rodzina bardzo efektywnie wykorzystuje ten czas, kiedy wyjeżdżają na wakacje wszyscy nasi podopieczni.

    Moja mama urodziła się drugiego maja a ja trzeciego. Gdyby Misiek szanował tradycję, urodziłby się czwartego, ale on zawsze wszystko robi po swojemu, więc się trochę pośpieszył. Co prawda w 2006 roku 29 kwietnia wypadał w sobotę, czyli należał już do długiego weekendu, ale potem to już różnie bywało.

    W tym roku z powodów praktyczno-technicznych urodzinowa impreza Miśka musiała się odbyć drugiego maja. Albo wcale, ale tę możliwość szanowny jubilat zawetował. Większość kolegów powyjeżdżała i ostatecznie przyszło dwóch, za to najlepszych. Zaszyli się w miśkowym pokoju i tyle ich widziałam. Po jakiejś godzinie czy dwóch zaprosiłam ich na tort i inne kulinaria i myślę, że gdyby nie wzmianka o lodach, to próbowaliby się wymigać. Ich miny wyraźnie mówiły, że chcą odbębnić część obowiązkową jak najszybciej i wracać do zabawy. Na koniec zgodnie określili imprezę jako wyjątkowo udaną.

    W niedzielę rano przyszła do naszego łóżka Miśka.

     - A wiesz jaki dziś dzień? Dziś są urodziny mamy.
     - Jak są urodziny, to się śpiewa "Sto lat" - Miśka wykazała się wiedzą.
     - A zaśpiewasz mi?
     Miśka, z naciskiem:
     - Ale jak jest tort.


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz