• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Nawyk, który chcę w sobie zmienić



    Jak biec do końca, potem odpoczniesz - Edward Stachura

    Musze przyznać, że mam sporą dozę tolerancji dla własnych wad i złych nawyków, jest jednak jeden, którego chętnie bym się pozbyła. 

    Jak już kiedyś pisałam, na nowe wyzwania rzucam się zwykle z dzikim entuzjazmem. Problem w tym, że miast z tymże entuzjazmem doprowadzić je do końca, doprowadzam je jedynie do pewnego momentu. Dokładniej - do takiego, gdzie już widać koniec, jest on dosłownie w zasięgu ręki, a ja zamiast do niego sięgnąć, z dystansu napawam się tym widokiem. Wystarczy zrobić tylko jedną, ostatnią rzecz by móc pogratulować sobie dobrze wykonanej roboty, a ja zatrzymuję się na dziewięćdziesiątym dziewiątym procencie i tak stoję.

    Głupie to. Sama to widzę, słyszę i czuję.

    Na tym etapie, gdy entuzjazm się wyczerpał, do gry wchodzi zdrowy rozsądek, który mówi, że no przecież trzeba. Mam tylko jeden sposób na wyrwanie się z tej fazy:


    Obiecałam sobie dawno temu, i słowa dotrzymuję, że nie zacznę nowego projektu póki nie skończę starego. W ten sposób entuzjazm dla nowości pomaga mi jakoś przepchnąć stary projekt przez te kilka metrów, które zostały do mety.


    A Wy znacie ten problem? Jak sobie z nim radzicie?

    (Wpis w ramach wyzwania blogowego Uli: Dzień 4: Nawyki, które muszę w sobie zmienić.
    Wpisy z innych blogów w ramach wyzwania można znaleźć tu: KLIK)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz