• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Mikołajek - recenzja audiobooka



    No bo co w końcu, kurczę blade!
    Misiek nie lubił czytania. Może za wcześnie zaczęliśmy, może za bardzo się spinaliśmy? Bajeczki, wierszyki, wszystko, czegośmy próbowali, zostawało oprotestowane. Owszem, fajnie było patrzeć na kolorowe obrazki, coś na nich pokazywać, a potem, kiedy trochę podrósł - opowiadać. Ale gdy tylko zorientował się, że zaczynamy czytać, natychmiast przekręcał kartkę.

    Z czasem po prostu zaakceptował fakt, że rodzice czytują dzieciom. Nie było w tym wiele przyjemności, ale w porównaniu z takim myciem głowy to pikuś.

    Wszystko się zmieniło tego dnia, gdy przyniosłam do domu "Mikołajka". Od tego wieczora wspólne czytanie przed snem przestało być obowiązkiem a stało się czystą przyjemnością. Dla obu stron, zresztą, bo i Misiek i ja wielokrotnie zdrowo uśmialiśmy się podczas lektury. Niekoniecznie w tych samych momentach.

    Mimo że od tamtego dnia minęło już trochę czasu, w którym zostało przeczytanych wiele książek, do Mikołajka wciąż mamy sentyment. Na czym polega fenomen tych historii?

    Mikołajek jest zwykłym chłopcem, który tym się różni od całej reszty kolegów, że jest głównym bohaterem historii i to z jego punktu widzenia oglądamy świat. Jego klasa jest najniegrzeczniejsza w całej szkole. Moja też była, i Twoja, prawdopodobnie każda klasa w każdej szkole była własnie taka. W tej klasie jest kujon, najgorszy uczeń i jeden taki, co mu rodzice wszystko kupują. Brzmi znajomo, prawda? Nauczyciele i rodzice są całkiem zwykli, ich niezwykłość wynika głównie z faktu, że dla Mikołajka są wyjątkowi. Podobnie jak większość ludzi, których my spotykamy w swoim życiu.

    Dorośli wszystkie te rzeczy bez trudu czytają między wierszami, jednocześnie konfrontując je z opowieścią z punktu widzenia dziecka. Różnica między tymi dwoma sposobami widzenia świata powoduje u mnie wybuchy śmiechu, podczas gdy Miśka bawią głównie kolejne niesamowite pomysły i przygody Mikołajka i jego kolegów.

    Mikołajek w wersji audiobookowej okazał się świetnym wyborem. Misiek bardzo lubi siedzieć przy moim biurku i rysować, kiedy ja obok pracuję na komputerze a "Mikołajek" leci w tle. Czasami nawet bierze do ręki książkę i porównuje przekład Barbary Grzegorzewskiej ze starszym przekładem Toli Markuszewicz i Elżbiety Staniszkis.

    Wersja audiobookowa ma tylko jeden mankament. I tylko dla mnie, Misiek takich skojarzeń nie ma. Otóż książka pisana jest w pierwszej osobie i kiedy Jerzy Stuhr czyta ją swoim charakterystycznym głosem, nie umiem sobie nie wyobrażać pana Jerzego jak biega po szkolnym boisku w eleganckim garniturze, razem z Rufusem, Gotfrydem i Kleofasem sięgającymi mu do pasa. 

    (Tekst powstał w ramach współpracy z serwisem Audioteka.pl.)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz