• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Jak nauczyć psa czystości



    Dobra wiadomość: zdrowy pies nigdy nie będzie załatwiał się w domu.

    Zła wiadomość: jego definicja domu może się znacznie różnić od Twojej. Początkowo za dom uznaje tylko swoje posłanie, z czasem się to rozszerza.

    O ile umiejętność siadania, czy podawania łapy na komendę traktowana jest opcjonalnie, o tyle nauka siusiania we właściwym miejscu to konieczność. Każdy posiadacz psa przez to przechodzi i niektórzy robią to całkiem źle. Mimo to w zasadzie wszystkie metody wcześniej czy później dają pożądany wynik, głownie dlatego, że po pewnym czasie psia definicja domu całkiem dobrze pokryje się z naszą. Są jednak sposoby, żeby proces uczenia przebiegał możliwie szybko i bezboleśnie dla obu stron.

    Jeśli chodzi o wybór miejsca, gdzie szczeniak ma załatwiać swoje potrzeby, są dwie szkoły. Pierwsza mówi, że zanim otrzyma komplet szczepień, lepiej, żeby nie wychodził tam, gdzie ma szanse złapać zarazki. Druga mówi, że nie ma sensu uczyć psa sikać w domu, tylko po to, żeby potem go oduczać i lepiej od razu na podwórku. Ja osobiście uznaję argumenty obu stron, sam musisz wybrać, co będzie lepsze dla Twojego pupila.

    Jeśli zdecydujesz się na urządzenie kącika w domu, przyda się jednorazowy podkład do przewijania niemowląt. Niezależnie od metody, jeśli liczysz się z możliwością porażek, przygotuj ocet do usuwania zapachu siuśków, bo ich zapach działa na szczeniaka jak sugestia, że to właściwe miejsce. Możesz to wykorzystać umieszczając szmatkę z zapachem tam, gdzie chcesz, żeby szczeniak się załatwiał.

    Jak to się robi?

    Kiedy szczeniak chce się załatwić, zaczyna się niespokojnie kręcić i węszyć. To znak, że należy wziąć go pod pachę i zanieść w odpowiednie miejsce. Następnie nie pozwalasz mu opuścić miejsca, aż będzie po wszystkim, co jest zdecydowanie prostsze na dworze niż w wydzielonym kąciku. W czasie siusiania powtarzasz "siusiu, siusiu", żeby pies skojarzył słowo z czynnością. Wyglądasz przy tym idiotycznie, ale gra jest zdecydowanie warta świeczki, docenisz to później. Po zakończonej czynności nagradzasz psa, żeby wiedział, że siusianie w tym miejscu jest opłacalne. (Pamiętasz zasadę? Działanie nagrodzone będzie powtórzone).

    Co może pójść źle?

    Przegapisz moment i pies zrobi kałużę w domu. Jeśli złapiesz go na gorącym uczynku, podnieś i zanieś na właściwe miejsce. W większości przypadków pies w powietrzu przestaje sikać, skończy dopiero po postawieniu. Wtedy nagradzasz go (sikanie w tym miejscu ma być opłacalne!), wracacie do domu, gdzie wycierasz kałużę octem. 

    Jeśli zobaczysz kałużę już po fakcie, bierzesz ocet i wycierasz. Nie wiem, czy ktoś wciąż robi takie rzeczy, ale na wszelki wypadek napiszę: Nie maczasz psiego nosa w kałuży i nie dajesz psu klapsa. Jedyny efekt jaki osiągnąłbyś w ten sposób, to przestraszenie psiaka, który uzna, że jesteś niestabilny psychicznie. 

    Dlaczego nie karać psa?

    Bo nagrody są skuteczniejsze niż kary. Bo kara powoduje, że pies traci do Ciebie zaufanie. Bo kara nie pokazuje właściwej drogi.

    Karanie po fakcie nie ma żadnego sensu, bo pies nie skojarzy kary z winą. Karanie w trakcie, owszem, czegoś uczy:

    Źle jest sikać na dywan, kiedy patrzysz, źle jest sikać za fotelem, kiedy parzysz, źle jest sikać w kuchni, kiedy patrzysz, źle jest sikać za kanapą, kiedy patrzysz, źle jest sikać za doniczką, kiedy patrzysz...

    Na wypadek gdybyś nie zrozumiał, czego uczy się Twój pies, pogrubiłam tę część. Nie ma się co dziwić, że w ten sposób uczony szczeniak jest gotów przetrwać najdłuższy spacer, by po powrocie do domu spokojnie wysikać się pod stołem, kiedy nie będziesz widział.

    Jeszcze o spacerach:

    Spacer to dla psa nie tylko możliwość załatwienia potrzeb fizjologicznych, ale także jedna z ulubionych rozrywek. Nie oczekuj, że zacznie siusiać tuż po przekroczeniu progu. Nie wracajcie do domu zaraz po tym, jak pies się załatwi. Skojarzenie, że siku = koniec spaceru nie działa na Twoją korzyść, bo pies będzie się powstrzymywał ile się da, całkiem nie bacząc na to, że akurat śpieszysz się do pracy. 

    Spacer to też możliwość wybiegania się i zużycia nadmiaru energii, ale to już temat na całkiem inną notkę.



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz