• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Wiosna w polu - historia z przeszłości



    Moja mama była na serio zaniepokojona, kiedy dyrektorka przedszkola zaprosiła ją na rozmowę.

    - Dzieci miały rysować wiosnę w polu. Pokażę pani, co narysowała Kasia...

    Rysunek jest do dziś przechowywany przez moją mamę i wyciągany przy różnych towarzyskich okazjach, więc wiem dokładnie, co wtedy zobaczyła. Kartkę A4, całkiem pustą jeśli nie liczyć małego prostokąta w rogu, mniej więcej 1 x 3 cm. Fioletowego.

    Dyrektorka starała się być delikatna. Zasugerowała wizytę w poradni, pocieszyła, że w okolicy jest kilka całkiem niezłych placówek zajmujących się dziećmi problematycznymi...

    Moja mama wracała do domu szybkim krokiem, myśląc intensywnie. Atak paniki mijał i powoli odzyskiwała zdolność logicznego myślenia. Owszem, w poprzednim przedszkolu, z którego przeniosła mnie przed kilkoma dniami, wielokrotnie sugerowano, że w kwestii rysunków Kasi brak zarówno talentu jak i zamiłowania, ale nikt nigdy przedtem nie sugerował opóźnienia w rozwoju intelektualnym.

    Na szczęście wpadła na pomysł zdobycia informacji z pierwszej ręki:

    - Kasiu, pani dyrektor pokazywała mi twój rysunek o wiośnie.
    - Aha.
    - Powiedz mi... co tam narysowałaś?
    - Drzewo.
    - Fioletowe?
    - Nie miałam kredek i nikt mi nie chciał pożyczyć, bo powiedzieli, że jestem nowa i mnie nie znają. Jak komuś spadła pod stolik fioletowa, to podniosłam i zaczęłam rysować drzewo. Ale wtedy pani powiedziała, że już zbiera prace bo zaraz będzie obiad...





    (Wpis w ramach wyzwania blogowego Uli: Dzień 1: Historia z przeszłości. 
    Wpisy z innych blogów w ramach wyzwania można znaleźć tu: KLIK)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz