• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Wiosna przyszła



    I zaraz poszła.

    Basia mówi, że to ja ją wystraszyłam. Ponoć nie wypada rozkładać trampoliny już na pierwszej randce. A ja dałam się ponieść nastrojowi, zapachom w powietrzu i temperaturze i zarządziłam, że już czas na ten symbol cieplejszej części roku, co do Miśków przemawia bardziej niż Marzanna. No i cały weekend przemawiała przez pokryte kroplami deszczu okno. Miśki by nawet poszły skakać w deszczu, ale jest zarządzenie odgórne, że po mokrej trampolinie skakać nie wolno. Producent tak napisał, wywołując w matczynej głowie wizje połamanych kończyn. Matczyne głowy podatne są na takie wizje, może nie wszystkie, ale moja na pewno. 

    Zimno jest. Druga polowa kwietnia, a ja wczoraj włączyłam ogrzewanie. 

    Na podłodze w tej nowej jadalni, na wprost południowo-zachodniego okna stoją sobie w małych doniczkach, kubeczkach i innych naczynkach kolcowoje w liczbie około czterdziestu i pomidorki koktajlowe dwukrotnie przewyższające je liczebnością. Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie wyrzucę całą tę plantację na balkon. A to dopiero po zimnych ogrodnikach. Nie wiem, na co mi prawie sto pomidorowych krzaczków. Chyba będę wszystkim znajomym rozdawać, jak kocięta. Zakładając, że mi ich Miśki przez ten miesiąc nie rozdepczą.

    A propos ogrodników, zbieramy się w sobie do ostatniej fazy remontu. Czekamy tylko, aż będzie na tyle ciepło, żeby móc porządnie wietrzyć. Staram się wizualizować sobie moment, kiedy to wszystko się skończy. Gdybym skupiała się na początku, albo, co gorsza, na przebiegu, entuzjazm całkiem by mi oklapł.

    Cieszy mnie, że podoba się Wam mój newsletter. Właśnie wysłałam Wam trzeci i liczba adresatów była dwa razy większa, niż w pierwszym. Co prawda nie ma on stuprocentowej otwieralności (ponoć to normalne, ale może ktoś z Was jeszcze nie wie, że mu maile ode mnie lądują w spamie), ale na razie nikt jeszcze się nie wypisał. Parę osób pytało o szczegóły techniczne, odpowiem i tutaj, na wypadek, gdyby jeszcze ktoś chciał wiedzieć: Newsletter wysyłam raz w tygodniu, są w nim trzy linki oraz kilka słów od nadawcy. Jeśli ktoś chce się zapisać, powinien przeczytać dowolny blogowy tekst do końca (albo udawać, że czyta, przewijając stronę), wtedy pojawi się okienko z propozycją. Jeśli okienko zostało zignorowane, następna okazja pojawi się za tydzień - nie chciałam się za bardzo naprzykrzać potencjalnym subskrybentom. Jeśli ktoś nie chce czekać - wystarczy otworzyć stronę w innej niż zwykle przeglądarce, albo na innym komputerze. 

    Pewnie, że warto.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz