• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Boy, you'll be a man soon



    "Ciekawe, kiedy zacznę postrzegać go jako oddzielną osobę. Może nigdy? Czy właśnie na tym polega problem z matkami?"

    Te słowa napisałam kilka lat temu na moim pierwszym blogu. Wiele się od tego czasu zmieniło.

    Przeczytałam kiedyś, nie pamiętam gdzie, że życie chłopca w przybliżeniu dzieli się na trzy okresy, każdy po około siedem lat. Pierwszy z nich należy do matki, w drugim najważniejszy jest ojciec, w trzecim chłopiec odkrywa, że jego rodzice są tylko ludźmi i znajduje sobie jakiegoś innego guru - trenera, druha drużynowego, czy kogoś tam. Nie wiem, czy to prawda, ale ma sens. A Misiek, który własnie dziś kończy 9 lat, już jakiś czas temu przestał trzymać się maminej spódnicy.

    "Zobaczysz, któregoś dnia, kiedy przyjdziesz po niego do przedszkola a on nie przybiegnie od razu, poczujesz w sercu takie małe ukłucie..." - mówiła mi znajoma, będąca wówczas na etapie "mam dziecko, więc udzielę ci kilku dobrych rad". Spojrzałam na nią jak na kosmitkę. Miałoby mnie kłuć dlatego, że moje dziecko dobrze się bawi beze mnie? A w życiu! Przecież ja też potrafię się świetnie bawić bez niego. Po drugie, nie czuję się zagrożona czy zazdrosna. Matka jest w końcu tylko jedna, nie? Po trzecie - naprawdę lepiej się czułam zostawiając dziecko w miejscu, w którym było mu tak dobrze, że nie chciało się iść do domu.

    Czytałam też o pewnym plemieniu, nie wiem z jakiego zakątka świata, gdzie dorastający chłopcy idą na swoje pierwsze polowanie, a kiedy wracają, ich matki nie mogą już mówić do nich jak do dzieci, lecz muszą zwracać się jak do dorosłych mężczyzn. "Jakiż to mądry naród" - myślałam o nich, obserwując znajomych chłopców i mężczyzn, którzy dla swoich matek wciąż byli albo maleńkimi synusiami, albo mężczyznami doskonałymi, których zazdrośnie strzegły przed światem, podczas gdy ich mężowie, nie widząc dla siebie miejsca w tym związku idealnym, wycofywali się do innego pokoju albo do innego życia.

    Mam dużo szczęścia, bo moja teściowa nie jest matką zazdrosną. Szczerze życzę mojej przyszłej synowej, żeby i ona mogła tak kiedyś powiedzieć. 

    I Waszym synowym też tego życzę.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz