• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Wiosenne wyzwania i przypływ weny



    W zeszłym tygodniu wiele się działo na blogu i dookoła niego.

    (Uwaga, tekst najeżony linkami!)

    To, co najbardziej mogło rzucać się w oczy, to zwiększona liczba nowych wpisów - sześć zamiast zwyczajowych trzech, 200% normy! Po raz drugi wzięłam udział w Wyzwaniu Uli i zastanawiam się, czy nie zrobić z tego regularnej pozycji w blogowym planerze. Zmusza ono co prawda do wyjścia ze strefy komfortu (wada to, czy jednak zaleta?), ale za to zapewnia ciekawe tematy, możliwość odkrycia nowych ciekawych blogów oraz - last but not least - możliwość zostania odkrytym. Po poprzednim wyzwaniu blog zyskał kilku nowych stałych czytelników, tym razem też zwiększyła się liczba polubień i obserwatorów.

    Oprócz notek związanych z wyzwaniem, pojawiła się jeszcze jedna. Eliza z "Obcasów w Sieci" przeprowadziła ze mną wywiad. O co pytała i co jej odpowiedziałam, możecie sprawdzić tutaj.

    Pojawił się też pomysł na serię ogoniastych wpisów. Zainspirował mnie Kant. Jeśli go znacie, to wiecie, że nigdy nie wiadomo, kiedy pisze poważnie a kiedy nas podpuszcza, ale jeśli znacie mnie, to wiecie, że chętnie daję się podpuścić, jeśli mogę pod tym pretekstem wygłosić wykład. A co dopiero serię wykładów!

    I jeszcze jedna sprawa jest. Dostałam niedawno, jak pewnie wiele z Was, zaproszenie do konkursu organizowanego przez Foch.pl i Audiotekę na temat bycia matką w teorii i praktyce. Tekst, który napisałam chodził mi po głowie od długiego czasu, może nawet od lat i cieszę się, że go z siebie wyrzuciłam. Ale nie wiem, czy go opublikuję, bo wydaje mi się bardzo osobisty. Z drugiej strony - myślę sobie, że może przeczyta go ktoś kto czuje się tak jak ja wtedy i będzie mu (a raczej - jej) raźniej. Może dam komuś wiarę w happy end? 






    0 komentarze:

    Prześlij komentarz