• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Nowa obsesja



    Dzisiejszy tekst nie zaskoczy moich stałych czytelników. Moi stali czytelnicy dobrze wiedzą, co zajmuje moje myśli, parapety i coraz większą część podłogi.

    Coraz więcej mamy słońca i kolejne nasiona puszczają kiełki.

    Judaszowca musiałam przesadzić wcześniej niż to wskazane, bo wystrzelił do góry a pojemnik okazał się za płytki na równie intensywnie rosnące korzenie. W efekcie zaczął się biedaczek na nos przewracać. Zawsze był wariat, to już wiecie. Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi i przeżyje.

    Jego kumple z lodówki, milin amerykański i lagerstremia indyjska wykiełkowały, ale są jeszcze malusieńkie. Ognisty krzew za to na razie ani myśli kiełkować. Może słyszał, co mówiłam o judaszowcu.

    Oprócz nich na parapetach jest jeszcze stewia - na jesieni nie wykiełkowała mi ani jedna sztuka, bo stewia ponoć wybredna jest. Wysiałam jeszcze raz, żeby się ostatecznie przekonać, że nie jesteśmy sobie pisane, a tu niespodzianka. Kiełkuje też kolcowój chiński, który na jesieni wzeszedł, ale go zamordowałam za częstym podlewaniem. Albo wysiewaniem na jesieni, nie mam pewności.

    Na podłodze pysznią się pomidory w wielodoniczkach, a imię ich dziewięćdziesiąt i sześć. z czego na razie kiełkują tylko trzy, ale że posiałam je w ostatnią sobotę, to jeszcze się nie martwię.

    Z jesiennych roślinek dobrze się ma bazylia zwykła i drobnolistna (kupiłam też ostatnio bazylię w supermarkecie, jedzenie własnej zdało mi się nagle aktem kanibalizmu), tymianek, oregano, pietruszka naciowa i melisa. Kolendra nie przeżyła, pewnie dlatego, że wzeszła pierwsza i mocno ją podgryzałam do kanapek. Ma specyficzny smak, który zawsze kojarzy mi się z gruzińskimi potrawami, które jadałam kiedyś u Gosi i Alexa.

    No i jest oczywiście eukaliptus cytrynowy, mój przodownik pracy, dumny posiadacz dwunastu już liści. Te najmłodsze są różowawe i kosmate, strasznie jestem ciekawa, co będzie dalej.


    PS. Blog można śledzić na Facebooku, google, bloglovingoogle+ i twitterze. Wystarczy jeden klik, by łatwo tu wrócić

    (Wpis w ramach wyzwania blogowego Uli: Dzień 4: Nowa obsesja
    Wpisy z innych blogów w ramach wyzwania można znaleźć tu: KLIK)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz