• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Miniszklarnie z recyclingu i nadgorliwy judaszowiec



    W związku ze zbliżającą się wiosną na całego zabrałam się za roślinki. 

    Na pierwszy ogień poszły te, które od kilku miesięcy siedziały w lodówce w kubeczkach z napisem "Nie wyrzucać" i nazwą rośliny, która teoretycznie powinna z nich wyrosnąć. Proces ten, zwany stratyfikacją, ma za zadanie przekonać nasiona, że przeżyły zimę. Kiedy wyjęłam nasiona z lodówki i wysiałam do miniszklarenek, odczuły zmianę temperatury jako sygnał: "przyszła wiosna, najlepszy czas na kiełkowanie".

    Trzy roślinki zachowały się zgodnie z instrukcją, ale judaszowiec chiński wykiełkował mi jeszcze w lodówce! Ja rozumiem wiele rzeczy, ale jakim trzeba być desperatem, żeby zrobić coś takiego? Mam nadzieję, że nie zgłupieje teraz po przesadzeniu, starałam się go kłaść zielonym do góry.

    Próbuję się na razie utrzymywać hodowlę w formie możliwie skondensowanej. Roślinki z lodówki wylądowały w miniszklarenkach zrobionych z plastikowych pudełek w jakie pakują ciastka w naszej cukierni. Trzeba im tylko na dno nasypać keramzytu i/lub zrobić dziurki, żeby pozbyć się nadmiaru wody. Pokrywki pełnią podwójną rolę, oprócz tworzenia efektu cieplarnianego w skali mikro przeciwdziałają też parowaniu wody. Gdy wierzchnia warstwa gleby jest wyschnięta, robi się twardsza i kiełkom trudniej się przebić. Z drugiej strony - naprawdę nie wiem, czy powinnam się martwić tym niewielkim utrudnieniem, skoro judaszowiec dał radę wykiełkować w lodówce...

    Cieszy oczy ta zielenina, kolejne roślinki czekają na swoją kolej. Trochę to frustrujące - tak wiele nasion, tak mało parapetów.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz