• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Domowej roboty świeczniki



    Parę lat temu, jeszcze przed urodzeniem Miśki, byłam w Paryżu na kursie komputerowym.
    Jednym z tych, które w zasadzie wszystko jedno gdzie się odbywają, bo przez całe dnie są zajęcia a wieczorem człowiek marzy tylko o śnie. Przed snem ewentualnie herbata z jakąś słodką przekąską.

    W spożywczym naprzeciwko hotelu mieli fajny deser karmelowy w szklanych pojemniczkach. Ich kształt bardzo mi się spodobał, żal mi było wyrzucać i przywiozłam je do Polski - kilka pustych, kilka pełnych. Łącznie osiem sztuk.

    Słoiczki przeleżały w szufladzie kilka lat, aż do zeszłego miesiąca, kiedy po wydzierganiu serwetki rozejrzałam się wokół z uczuciem niedosytu i już wiedziałam, co zrobię z resztką kordonka. Kubraczki powstawały w ekspresowym tempie, każdy inny, niektóre wzory wzięłam z szydełkowego poradnika, inne z głowy. Na razie jest ich pięć, ale bardzo możliwe, że będzie więcej.

    Miałam ostatnio trochę weny, powstało jeszcze kilka rękodzielniczych projektów. Nie nadążam z publikowaniem ich na blogu, więc wymyśliłam, że będę wstawiać zdjęcia na Facebookowy fanpage. Zajrzyjcie koniecznie!



    PS. Nowi goście pewnie nie wiedzą, że komentarze można u mnie zostawiać nawet nie mając konta na Disqus, jako "gość".

    (Wpis w ramach wyzwania blogowego Uli: Dzień 2: Domowej roboty... 
    Wpisy z innych blogów w ramach wyzwania można znaleźć tu: KLIK)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz