• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Ksiądz po kolędzie



    Ulica Sosnowa jest długa, jeden jej koniec ginie w lesie, drugi zahacza o cywilizację z ulicznymi latarniami. Zwyczajowo ksiądz zaczyna obchód w lesie kiedy jest jeszcze widno, by iść w stronę światła, kiedy zaczyna się ściemniać. Kiedyś jeden młody wikary zaczął ze złej strony, wywołując panikę na obu końcach: u nas, bo nic nie przygotowane, a tu już ksiądz; pod lasem, bo tamtejsi mieszkańcy potrząsając niecierpliwie zegarkami wymyślali najczarniejsze scenariusze (rozlały rzeki, pełne zwierza bory i pełno zbójców na drodze). Pomijając ten jednorazowy wybryk kolęda od lat idzie utartym torem i dobrze wiemy, że przed ósmą nie ma się co księdza spodziewać.

    Usiedliśmy na kanapie. Śledziłam wzrokiem długopis, którym uzupełniał dane na naszej karcie i kiedy oderwał go od papieru, zaczęłam:
    - Proszę księdza, mam pytanie. Jechaliśmy dziś z mężem do pracy i w radiu mówili akurat o tej Konwencji o Zapobieganiu Przemocy - zaczęłam, bo, jak dobrze wiecie, mam słabość do przydługich wstępów - i zaczęliśmy o tym dyskutować. Mówię mężowi, że nie wiem, co Kościół widzi w niej złego, a mąż, że ksiądz dzisiaj przyjdzie, to mogę zapytać. Więc pytam: co jest złego w tej konwencji.
    - Nie wiem.
    - Bo przecież ta płeć społeczno-kulturowa, która się tam pojawia - ciągnęłam niezrażona - to nie jest to, czym ja się różnię od księdza, tylko to, czym się różnię od Fatimy z Arabii Saudyjskiej, czy od mojej praprababki 200 lat temu, każda z nas jest, albo była kobietą, ale w każdej kulturze znaczyło to coś innego...
    Ksiądz kiwnął głową. Kontynuowałam:
    - A brak dyskryminacji ze względu na płeć kulturową rozumiem tak, że jeśli przyjedzie do nas małżeństwo z innego kraju, a według tamtejszego prawa żona jest własnością męża, i ten mąż zrobi krzywdę żonie, to my nie machniemy ręką, że to imigranci, tylko zajmiemy się sprawą z całą powagą.
    Ksiądz nadal słuchał w milczeniu.
    - Więc ja naprawdę nie rozumiem, co Kościół widzi złego w Konwencji.
    - Ja też nie.

    I teraz nie wiem. Naprawdę się ze mną zgadzał, czy oddał sprawę walkowerem, bo późno było... 

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz