• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Dla odmiany



    Tym razem nie o krzyżykach.

    Czekając na księdza skończyłam orchidee w wazonie. Pokażę je, jak oprawię w ramki, na razie musicie mi wierzyć na słowo, że po wypruciu niebieskich nitek sporo zyskały na urodzie.

    W międzyczasie wróciłam do korzeni. Szydełko było pierwszym narzędziem, które opanowałam, jeszcze przed igłą, czy drutami i zawsze chętnie po nie sięgam. 

    Jak pisałam wcześniej, nie udało mi się znaleźć odpowiedniej serwetki na komodę. Miała być siermiężna, mięsista, przaśna... Niestety, w sklepach tylko wyrafinowana chińszczyzna, trzeba było zrobić samemu. Kordonek bawełniano-lniany w kolorze "stary sznurek" nadał się znakomicie. Całość zajęła mi zaledwie kilka wieczorów. 


    Korci mnie nowy krzyżykowy obrazek, ale mam świadomość, że to będzie długa historia, więc na razie jeszcze nie wypuszczam z rąk szydełka. Eksperymentuję z nim trochę. Wyniki eksperymentów pokażę za kilka tygodni.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz