• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Co to za zima jak śniegu ni ma?



    A bez śniegu dzieci się nudzą.

    Tej zimy śnieg nie tyle jest, co bywa. Bo w zeszłym roku nie było go wcale i to załatwiało sprawę. Nie ma to nie ma i już. Tym razem było go na tyle dużo, żeby Miśka przejechała się na sankach, ulepiła bałwana sięgającego jej do pasa i zachwycona prosiła o jeszcze. Na jeszcze śniegu nie starczyło.

    Tandeta, nie zima.

    Misiek miał więcej szczęścia, ferie spędzał u Babci na północy kraju, gdzie pod tym względem było lepiej. Miśka też chce mieć ferie. Co prawda nie do końca rozumie koncept, ale wszytko co ma Misiek jest fajne. 

    Miśka weszła w fazę zadawania pytań. Misiek jakoś ten etap ominął, ledwie musnął, kiedy okazało się, że matka ma ciągoty belferskie i wystarczy ją zapytać która godzina, żeby usłyszeć wykład o historii i budowie zegarów. Jak się parę razy naciął, to więcej nie ryzykował. Miśka natomiast zrobiła matkę w jajo. Codziennie po wiele razy zadaje to samo pytanie w dwóch wersjach: A kiedy będzie noc? albo A kiedy będzie dzień?

    Pierwsze kilkanaście (-dziesiąt?) razy matka opowiadała zgodnie ze swym zwyczajem długo i wyczerpująco, okraszając wykład anegdotami i gestykulacją, za każdym razem wprowadzając nowe elementy i dygresje. Od jakiegoś czasu jedynie wzdycha i rzuca, odpowiednio, "wieczorem" albo "jutro". I Miśka na jakieś 2 godziny odpuszcza temat.

    Remont wszedł w fazę zimowego spoczynku. Na jesieni położyliśmy jeszcze parkiet u Miśki, ale był przy tym taki śmierdziel, że dzieci na parę dni wylądowały u Babci, a my spaliśmy przy szczelnie zamkniętych drzwiach do sypialni i uchylonych balkonowych. Zgodnie postanowiliśmy z lakierowaniem poczekać do wiosny. Oprócz lakierowania czeka nas jeszcze odnawianie podłóg i ścian w całym domu. Jak sobie możecie wyobrazić, nie możemy się doczekać...

    Tymczasem próbujemy zagospodarować nowe pomieszczenie na dole zwane roboczo "nową kuchnią",  albo "nową jadalnią". Od starej kuchni oddzielone jest półścianką. Po pierwsze ze względów praktycznych (nie trzeba było burzyć starej ściany, wyjęliśmy z niej tylko drzwi i liczne okna, które przedtem wychodziły na taras. No i szafki kuchenne co pod nią stały, stoją nadal). A po drugie dlatego, że efekt bardzo nam się podoba.

    Plan przewidywał, że w jakimś małym kącie nowego pomieszczenia stanie moje biurko. Okazało się to niemożliwe, bo moje wielkie biurko w żadnym małym kącie nijak się nie zmieści. Projekt jadalni w stylu administracyjno-biurowym nie do końca trafia w nasz gust, ale na razie nie wiemy, jak to obejść. Pomysł wrzucenia biurka do kominka albo na olx stanowczo oprotestowałam. 

    Oprócz biurka ma tam jeszcze stanąć stół, oczywiście. Z krzesłami. Jeszcze całkiem nie wiemy, jak mają wyglądać, ale muszą być wygodne. No to chodzimy po sklepach i siadamy na wszystkich krzesłach, które nie odpychają urodą. Wciąż szukamy ideału. 

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz