• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Lubisz swoją pracę?



    Praca jest mniej nudna niż zabawa - Charles Baudelaire.

    Na początek chciałam potwierdzić. Ja i moi koledzy po fachu faktycznie widzimy świat tak jak na dolnym obrazku. Pytasz, czy mimo to potrafimy dostrzec jego piękno? A czy malarz potrafi dostrzec piękno obrazu, mimo że wie, jaką techniką został namalowany? Czy muzyk dostrzega piękno melodii, mimo że wie, w jakiej jest tonacji? Czy miłośniczka szydełka nie zachwyci się pięknym wyrobem, mimo że od pierwszego rzutu oka widzi, według jakiego schematu powstał? Podobnie i fizyk zachwyca się tęczą, choć zjawisko to niewiele ma przed nim tajemnic.

    Nie znam chyba żadnego naukowca, który nie lubi swojej pracy. I nie jest to zwykłe lubienie. Historie, które przytaczam to nie legendy miejskie, tylko zdarzenia, których byłam świadkiem, lub uczestnikiem. Bohatera ostatniej nie znam co prawda osobiście, ale jest to konkretna osoba o znanym mi nazwisku. 

    Po czym można poznać, że lubimy to, co robimy?

    Prawie żaden z moich współpracowników nie jest na bieżąco z urlopem. Rekordziści mają do wykorzystania kilka tygodni z poprzedniego roku. Wyjątkiem są chyba tylko rodzice małych dzieci, którzy muszą brać wolne w okresie wakacji. Z niektórymi profesorami kadry mają prawdziwy problem, żeby ich zmusić do wypoczynku. Kiedyś na moim wydziale ogłoszono, że ci, którzy mają zaległe urlopy i nic z tym nie robią, nie będą wyjeżdżać na konferencje. Wszyscy profesorowie wzięli więc urlopy i... spędzali je w ulubionym miejscu - w swoim laboratorium.

    Pracowałam kiedyś w instytucie, do którego pracownicy mieli dostęp przez całą dobę. Każdy mógł przychodzić i wychodzić o dowolnej porze, jak mu podyktowała ułańska fantazja. W głównym budynku na parterze była wielka sala, gdzie mogliśmy robić imprezy. Miała mnóstwo zalet - dużo miejsca do tańca, wygodne kanapy do siedzenia, lodówkę i zlew ukryte za kontuarem. I tylko jedną wadę. Mniej więcej co 2 godziny należało przejść się po piętrach budynku i pościągać na dół tych wariatów, którzy "tylko na chwilę" wymknęli się do swoich obliczeń. Zdarzało mi się być i ściągającą i ściąganą.

    Słyszałam, że pewien znany zagraniczny naukowiec z okazji emerytury dostał bilety na długi rejs luksusowym statkiem dla siebie i małżonki. Małżonka bawiła się świetnie, on zaś w połowie rejsu poszedł do kapitana, czy innego kaowca i powiedział, że straszliwie się nudzi. Czy mógłby wygłosić wykład dla współpasażerów? Wykład się odbył a słuchacze prosili o więcej, wiec ostatecznie profesor został na stałe zatrudniony przez organizatora rejsów, by umilać czas pasażerom.

    Bo, jak mówi azerskie przysłowie, jeśli praca ci się podoba, to i ty się jej podobasz.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz