• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Eukaliptus cytrynowy



    Ostał mi się jeden...

    Praw natury pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb. Jak ci mówią, że październik to nie jest dobry miesiąc na sianie, to naprawdę nie chodzi o to, żeby cię zdeprymować.

    Przekonałam się o tym na skórze własnej i na skórkach moich eukaliptusów. Póki jeszcze były na wikcie zmagazynowanym w nasionkach, rosły jak na drożdżach, co widać powyżej. Zdjęcie przedstawia całą rodzinę, w sumie 12 sztuk, tuż przed przeprowadzką do własnych doniczek. 

    W tych doniczkach rosły sobie jeszcze przez czas jakiś, a potem co kilka dni, lub tygodni, któryś z nich tracił nagle chęć do życia i usychał. Nie wiem, czemu, bo traktowałam wszystkie jednakowo. Pierwszy padł gdzieś w połowie listopada, na początku grudnia było ich osiem. Ostatni wyzionął ducha tuż przed Świętami.

    To znaczy przedostatni, bo ostatni żyje i ma się całkiem dobrze. Ale on od początku prowadził inny tryb życia niż reszta rodziny. Wszyscy bracia wyciągali łodyżki wysoko wysoko w górę, a on nie. Rósł sobie powoli, inwestując w liście. No i taka polityka bardziej się, jak widać, opłaca.

    Ma już tych liści 6 i dwa malutkie. Kiedy mu przedlistki zaczęły schnąć, przestraszyłam się, że chce dołączyć do rodziny, ale że liście właściwe wyglądają dobrze, to może jednak ze mną zostanie. 

    Rośnij, malutki, bo latem będę miała dla ciebie robotę.  Będziesz mi komary odganiał, ponoć jesteś w tym dobry.





    0 komentarze:

    Prześlij komentarz