• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Za czym?



    Jestem z tego pokolenia, co jeszcze pamięta, jak wszystko trzeba było wystać.

    Pewnie właśnie dlatego nie zmieniliśmy jeszcze przychodni. Nasza, to znaczy naszych dzieci, pani doktor jest bliska ideału, ale zdobycie numerka nie jest sprawą prostą. Trzeba go wystać, jak za PRL-u. Ma to swój urok, podobnie jak wszystkie rzeczy, które kojarzą się nam z dzieciństwem. Prawdę mówił wieszcz: "Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie święty i czysty jak pierwsze kochanie"

    Zresztą dzieci mam (tfu tfu, na psa urok!) zdrowe, więc staję w tej kolejce nieczęsto. Ale dziś na przykład stałam.

    Przyszłam przed siódmą. Ciemno jeszcze było. Pod drzwiami przychodni stał ogonek, a właściwie dwa splątane ogonki, po numerki i do zabiegowego. Razem jakieś dziesięć osób może.

    - Kto z państwa ostatni po numerek? - rzuciłam pytanie w stronę końca kolejki.
    - Ja - odpowiedział pan gdzieś ze środka.
    - To ja będę za panem.

    Jako że nie mam pamięci do twarzy, zapamiętuję ludzi po różnych charakterystycznych cechach. Pan przede mną był mojego wzrostu. Nieczęsto się tacy trafiają, bo ja raczej niska jestem.

    Pan mojego wzrostu postał jeszcze przez chwilę, po czym gdzieś sobie poszedł. Przede mną stał teraz pan z białymi słuchawkami w uszach.

    Do otwarcia przychodni zostało jakieś pół godziny. Ludzie umilali sobie czas pogawędkami:

    Pan A do pana B: A wie pan, że w polskiej ambasadzie w Stanach, co roku 20 tysięcy Żydów odbiera polskie paszporty? A we Francji to jest 30 milionów Arabów i 20 milionów Murzynów. Francuzów to może zostało ze 20 milionów najwyżej.

    Przez chwilę panowie rozmawiają na inne tematy, po czym:

    Pan B do pana A: A pana syn to ciągle za granicą?
    Pan A z dumą: Tak, od dwutysięcznego roku. Już nawet obywatelstwo ma!

    Tymczasem pan z białymi słuchawkami wyszedł z kolejki, by już nigdy nie powrócić. Poczułam się trochę zagubiona, bo to był mój ostatni punkt orientacyjny. Jak się okazało, osoby stojące przede mną były z konkurencyjnej kolejki:

    Starsza pani, do pana, który aktualnie stał przede mną: Kto ostatni do zabiegowego?
    Pan: Za mną jest jeszcze tamten pan w białej czapce. I on jest ostatni.
    Starsza pani: To ja będę za nim.

    Chwilę później, na końcu (w sensie geograficznym) kolejki: Kto z państwa ostatni do zabiegowego?
    Męski głos: Pewnie ja, bo dopiero przyszedłem.

    Tymczasem od czoła kolejki nadeszła nowa osoba.

    Nowa osoba, do starszej pani przede mną: Kto jest ostatni do zabiegowego?
    Starsza pani: Ja.
    Nieśmiałe głosy z kolejki, w tym ja: Tamci dwaj panowie na końcu też do zabiegowego. Tak, słyszałam, jak mówili. Ja też słyszałem...
    Starsza pani, stanowczo: Ale oni się mnie nie pytali. Pani będzie za mną.

    Zbliżała się godzina otwarcia przychodni, kolejka zaczęła przestępować z nogi na nogę, zbliżać się do drzwi i zmieniać geometrię w kształt koncentrycznych półokręgów. W pewnym momencie znalazłam się obok pana, który stał tuż przy drzwiach. Na mój gust żeby zdobyć taką miejscówkę musiał przyjść gdzieś koło szóstej.

    Ku mojemu zdziwieniu zwrócił się do mnie: Pani była przede mną, prawda?
    Odpowiedziałam szczerze: Prawdę mówiąc pan, za którym stałam gdzieś mi zniknął i straciłam orientację.
    Pan, stanowczo: Ja jestem za panią.

    Postanowiłam nie odrzucać tak hojnego daru i stanęłam przed nim. Zwłaszcza, że naprawdę kompletnie straciłam orientację.

    Otwarto drzwi.

    Ponieważ korytarz przychodni jest wąski, kolejka nie miała innego wyjścia i musiała się dookreślić geometrycznie. Okazało się, że jestem czwarta.

    I w tym momencie pojawił się nagle pan mojego wzrostu i radośnie zakomunikował: Ja byłem przed panią.


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz