• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Ulubione gry planszowe



    Na długie zimowe wieczory.
    Gry planszowe to bardzo miły sposób spędzania czasu z rodziną. Pod warunkiem, że rodzina też to lubi. Niestety, moja nie spełnia tego warunku. Mąż nie lubi grać w ogóle w nic, mimo że kiedy uda się go namówić, to zwykle wygrywa. Misiek reaguje bardzo emocjonalnie niezależnie od tego czy wygrywa czy przegrywa, co nie przeszkadza mu twierdzić, że te gry to nuuudaaa. Miśka chętnie by pograła, ale na razie niewiele z tego kuma. Pozwalamy jej rzucać kostkami, a potem jest awantura, bo pionki też chce przestawiać. W losowo wybrane miejsca, rzecz jasna. Mimo niesprzyjających okoliczności przyrody czasem gramy. Najczęściej z gośćmi lub w gościach, bo znamy grupkę wariatów, którzy też lubią sobie pograć.

    Ulubione gry mamy w zasadzie dwie:

    Osadnicy z Catanu

    Gramy w nią od ponad 10 lat i wciąż jest fajna. Jest to gra strategiczna z elementami losowymi. Zasady są na tyle proste, że początkujacy ma szanse wygrać ze starymi wyjadaczami, zwłaszcza, że kostki czasem płatają figle (bo teoretycznie rzucając dwoma kostkami powinniśmy dostawać 5 częściej niż 2, a w praktyce różnie to bywa). Plansza układana losowo z elementów sprawia, że do każdej partii trzeba obmyślać nową strategię.
    W grze chodzi o to, żeby rozbudować swoją osadę tak, aby dawała dostęp do większej ilości surowców, których odpowiednie kombinacje pozwalają na dalszą rozbudowę i tak dalej. Wygrywa ten, kto pierwszy uzyska 10 (liczonych w prosty sposób) punktów.
    Mamy wersję "travel box", co ma swoje wady i zalety. Do zalet należy zaliczyć rozmiar - plastikowa foremka na której układa się elementy planszy zajmuje niewiele miejsca, całość łatwo zapakować, więc można ją bez problemu zabrać ze sobą. Nie jest ona za to kompatybilna z dodatkami. Nie wiem, czy to źle, są gry które po dodaniu dodatków robią się kompletnie niegrywalne. Może więc lepiej nie naprawiać tego, co się nie zepsuło.



    Zalety: 
    Proste zasady
    Dynamiczna rozgrywka - zwłaszcza targowanie przynosi wiele radości
    Świeży układ planszy przy każdej grze pozwala uniknąć rutyny
    Często do końca partii nie wiadomo, kto wygra, praktycznie nie zdarza się sytuacja, że jeden z graczy bardzo prowadzi, a reszta czeka tylko, kiedy to się skończy ;)

    Wady:
    A właściwie jedna wada. Gra jest dla 3 lub 4 zawodników. Ni mniej ni więcej. 

    Sabotażysta

    Kiedy zdarzy się, że na imprezie jest co najmniej 5 osób, w Osadników już sobie nie pogramy. W takich razach sięgamy po grę karcianą. Przy Sabotażyście im więcej nas, tym weselej, bo chociaż można grać w trzy osoby, najlepsza zabawa jest w okolicach dziesięciu (więcej na sprawdzaliśmy).
    W każdej partii gracze dzielą się na dwie drużyny. Zadaniem pierwszej jest dotarcie do skarbu, zadaniem drugiej - przeszkodzenie tej pierwszej. Rzecz w tym, że nikt nie wie, kto przyjaciel, kto wróg, bo kartę z przydziałem losuje się a potem chowa głęboko i nie wolno pokazywać. Można się deklarować słownie, ale kto by tam tym sabotażystom wierzył. Każdy czuje się trochę jak Sherlock, próbując odgadnąć po minach i czynach, kto jest kim. W kolejnych rundach gracze wykładają na stół karty, budując lub blokując korytarze kopalni, pomagając przyjaciołom i przeszkadzając przeciwnikom. A jak komuś dedukcja marnie idzie, to odwrotnie.



    Zalety:
    Proste zasady
    Dynamiczna rozrywka
    Dużo śmiechu, zabawa w detektywa, komedia omyłek

    Wady:
    Najlepiej gra się w sporej grupie, ciężko zebrać tyle osób.


    Jako że największym problemem w dwóch powyższych grach jest zebranie odpowiednio wielu graczy, próbuję wciągnąć do grania młodsze pokolenie w osobie Miśka. W tym celu gramy w dwie gry. W przeciwieństwie do opisanych wyżej są one wystarczająco proste, żeby mógł w nie grać ośmiolatek, a jednocześnie na tyle fajne, żeby i rodzice mieli z tego jakąś rozrywkę:

    Pędzące żółwie

    Trochę przypomina Sabotażystę pod tym względem, że nikt nie wie, który żółw do kogo należy - kartę z kolorem się losuje a potem zakrywa, by nie widzieli jej inni gracze. Następnie za pomocą kart pokazujących który żółw ma się poruszyć i w którą stronę - do przodu lub do tyłu - kieruje się żółwiami ścigającymi się do mety. Jeśli któryś żółw ma stanąć na zajętym już polu, ustawia się na grzbiecie poprzednika tworząc wieżę, czasem nawet pięciopiętrową. Żółw mający na grzbiecie pasażera porusza się razem z nim. Zabawa polega na tym, żeby osiągnąć swoim żółwiem linię mety, najlepiej w taki sposób, żeby przeciwnicy do ostatniej chwili nie zorientowali się, któremu właściwie żółwiowi kibicujemy.



    Zalety:
    Można grać w 2-5 osób
    Proste zasady

    Wady:
    Dla dzieci sztuka blefu może się okazać zbyt dużym wyzwaniem, a z kolei dorośli znudzą się najdalej po kilku partiach.

    Labirynt

    Na planszy układa się elementy tworzące korytarze labiryntu. Część z nich jest stała, resztę można przesuwać. Na niektórych elementach narysowane są różne skarby. Graczom rozdaje się karty, każda z nich pokazuje poszukiwaczowi, do którego skarbu należy dojść. Gdy uda się to osiągnąć - a nie jest to proste, bo każdy z graczy zanim przesunie pionek musi obowiązkowo zmienić układ korytarzy, co utrudnia planowanie długoterminowe - gracz triumfalnie pokazuje kartę ze skarbem i może podejrzeć kolejną. Kiedy odkryje wszystkie, musi jeszcze wyjść z labiryntu, w czym pozostali solidarnie mu przeszkadzają.




    Zalety
    Proste zasady
    Połączenie planowania z elementami losowymi

    Wady
    Rozgrywka jest dosyć monotonna
    Zwykle jeden z graczy zdecydowanie prowadzi a reszta tylko próbuje go dogonić

    Chętnie zwiększyłabym liczbę gier, ale wybór w sklepach trochę mnie oszałamia. Mamy też kilka gier, które okazały się kompletnymi niewypałami. Jakie są Wasze ulubione gry, dla dzieci i dla dorosłych? Podpowiecie coś?

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz