• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Angielska zupa cebulowa z szałwią



    Sama robiłam zdjęcie. A potem sprawdzałam, czy w łyżce na pewno nie odbija się nagi fotograf.

    Co roku na początku grudnia spotykam się z dwoma fajnymi babkami, które znam od czasów podstawówki. Za każdym razem stwierdzamy, że powinnyśmy robić to częściej i jakoś nam nie wychodzi - praca, dzieci, wiecie jak jest. Ale grudniowe spotkania to od paru lat mocna pozycja w naszych kalendarzach, nie do ruszenia. 

    Oprócz zwykłego babskiego siedzenia i ględzenia, od kilku lat spotkania mają jeszcze jedną dodatkową atrakcję: wspólne gotowanie i degustację mniej lub bardziej egzotycznych potraw. Była kuchnia japońska, ukraińska i karaibska. W tym roku hasło imprezy brzmiało: "Kuchnia angielska, nie taka straszna jak ją malują".

    Na imprezę przygotowałam angielską zupę cebulową. Mój przepis był kompilacją kilku znalezionych w sieci ze szczególnym uwzględnieniem przepisu Jamie Olivera, od którego wzięłam pomysł na "wykończenie" dania.

    Będą potrzebne:

    2 łyżki masła
    olej
    świeże listki szałwii. Taka doniczka z supermarketu starczy na jakieś 2-3 razy.
    4 ząbki czosnku 
    2 cebule białe
    2 cebule czerwone
    4 szalotki
    duży por
    litr bulionu 
    kromki chleba - tyle ile porcji. Ponoć powinny być czerstwe, ale moje nie były.
    tarty ser cheddar, ok. 200 g.

    Jeśli chcecie podać zupę tak jak ja i Jamie, będą potrzebne małe żaroodporne miseczki, takie na jedną porcję. 

    Zupa robi się długo, ale mało przy niej roboty, ot, skroić cebulę, a potem zamieszać od czasu do czasu. Jeśli przy krojeniu cebuli nadmiernie się wzruszacie, tak jak ja, po obraniu opłuczcie ją wodą. Dzięki temu gaz zawierający siarkę, który ulatnia się z cebuli zamiast tworzyć kwas siarkowy w Waszych oczach, utknie w tej warstewce wody. Oczywiście skuteczność metody nie jest stuprocentowa, ale prosto się ją stosuje, bo w kuchni zwykle woda jest pod ręką.

    No to do roboty:

    Obrałam wszystkie cebule, pokroiłam na plastry. Pora też. Obrałam czosnek i potraktowałam wyciskaczem. Pokroiłam szałwię na drobno, zostawiając parę listków do dekoracji.

    Do garnka wrzuciłam masło i olej, dodałam czosnek i szałwię. Chwilę mieszałam. Potem dorzuciłam cebule i pory, zmniejszyłam ogień najbardziej jak się dało, przykryłam i zostawiłam na pół godziny, co jakiś czas mieszając. Potem zdjęłam pokrywkę i bez pokrywki dusiłam jeszcze jakieś 20 minut.

    Wlałam bulion, zwiększyłam ogień. Poczekałam aż zawrze, pogotowałam jeszcze około kwadransa. Doprawiłam pieprzem i solą do smaku. Zmiksowałam blenderem.

    Piekarnik rozgrzałam do ok. 200 stopni. 

    Kromki chleba (który powinien być czerstwy, ale był całkiem świeży) wycięłam szklanką tak, żeby pasował do średnicy miseczek i wrzuciłam do tostera. Nie wiem, jak czerstwy, ale świeży się trochę skurczył przy tej operacji, więc trzeba wycinać szklanką trochę większą, niż by się wydawało.

    Wlałam zupę-krem do miseczek, przykryłam "pokrywkami' z chleba. Na wierzch nasypałam tartego sera i włożyłam do piekarnika. Wyjęłam, kiedy ser się rozpuścił. 

    Wyszło bardzo gorące, ale naprawdę pyszne. 

    Jeśli nie macie żaroodpornych miseczek, możecie w piekarniku podpiec grzanki z serem a potem wrzucić je do zupy, żeby pływały po wierzchu.

    Spróbujcie, warto!


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz