• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Odrabiasz lekcje?



    - Mamo, nie chce mi się odrabiać lekcji... - marudzi Misiek.
    - W pełni cię rozumiem, moje dziecko - kiwam głową znad zlewu - bo mi się nie chce zmywać.

    Do napisania tej notki natchnął mnie wpis na blogu Stelli G. o odrabianiu lekcji. oraz założony przez nią przy okazji Facebookowy fanpage, który błyskawicznie zaczął zdobywać polubienia. Znaczy, że problem jest istotny. Znacznie bardziej, niż mi się zdawało.

    Do kwestii odrabiania lekcji podchodzimy jakoś tak na luzie i bez spinania. Ot, jedna z wielu rzeczy, którą trzeba zrobić każdego dnia. Jak mycie zębów, albo jedzenie śniadania. Duża w tym zasługa pani, która uczyła Miska w zerówce - codziennie zadawała jakiś drobiazg, którego wykonanie zajmowało Miśkowi z grubsza kwadrans i nie było większym obciążeniem, ale pozwoliło wpisać prace domowe w codzienny grafik. 

    Misiek lekcje odrabia bez naszej asysty. To znaczy - asysta się zdarza, ale jest wyjątkiem, a nie regułą. A kiedy już się zdarzy, nie siedzimy nad nim dłużej niż potrzeba do tego, żeby skontrolować metodę, jaka obrał. Jak wspominałam przy innej okazji, Misiek ma tendencje do wymyślania koła od nowa tudzież do wyważania otwartych drzwi, więc czasem trzeba mu zasugerować jakąś drogę na skróty. 

    Dlaczego nie towarzyszę Miśkowi w odrabianiu lekcji?

    Po pierwsze - nikt nie lubi jak mu się przy robocie patrzy na ręce, zwłaszcza, jeśli ten patrzący tylko czyha, żeby wytknąć najmniejszy błąd. 

    Po drugie - jestem od niego szybsza. Zadania na poziomie drugiej klasy podstawówki rozwiązuję zdecydowanie szybciej niż on, a potem, chcąc nie chcąc, siedzę z miną "ja już!". Myślicie, że to motywuje? 

    Po trzecie i najważniejsze - odrabiając prace domowe z dzieckiem pozbawiamy je sensu.

    Zdarzało mi się uczyć - i się, i kogoś. Bardzo dobrze wiem z doświadczenia, że wszystkie zadania wydają się proste, kiedy tłumaczy je dobry nauczyciel, ale niekoniecznie są takie nadal, kiedy trzeba je rozwiązać samemu. Po to są właśnie prace domowe - żeby zmierzyć się z problemem bez niczyjej pomocy. Musi być w tym przestrzeń na poszukiwanie w pamięci, w podręczniku, na wymyślanie i sprawdzanie własnych rozwiązań. Niecierpliwy rodzic siedzący obok i podrzucający wskazówki tylko przeszkadza w zdobywaniu i utrwalaniu wiedzy. 

    Sprawdzam prace domowe, po kilka razy słucham czytanek i "opowiadania własnymi słowami". Opowiadam o świecie, zadaję pytania. Ale kiedy Misiek rozwiązuje zadania, ja mam chwilę dla siebie.


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz