• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Budujemy



    A z tą budową to było tak:

    Najpierw był pan Grzegorz. Z dwoma pomagierami. Młody, pełen entuzjazmu, machając rękami opowiadał jak on to będzie robił, bo przecież wszystko umie i wszystko wie. Żeby to udowodnić, skrytykował kilka rozwiązań zastosowanych przez tę ekipę co nam budowała dom 10 lat temu.

    Praktyka okazała się kompletnie inna. Jak pan Grzegorz czegoś nie umiał, to grał na zwłokę. Nie przychodził do pracy, gdy było za zimno, albo za gorąco, albo jeśli padało. Albo jak ktoś w rodzinie zachorował - a rodzinę miał wyjątkowo chorowitą. Dzieci, żona, teściowa, wszyscy chorowali, z tym, że nigdy na raz. Jeśli wszyscy akurat byli zdrowi a pogodzie nie dało się niczego zarzucić, pan Grzegorz kończył pracę najpóźniej o 16, bo w domu obiad czekał. A pewnego dnia po prostu zabrał swoje zabawki i więcej go nie zobaczyliśmy. Nie odebrał również poleconych wzywających go do zakończenia robót. Ani naszych telefonów. 

    Potem pojawiła się pierwsza ekipa od pana Wiesława. Czterech chłopa. Pan Wiesław ekip ma kilka o różnych specjalizacjach. Panowie dziarsko wzięli się do roboty. Przyzwyczajeni do tempa pana Grzegorza ledwie mogliśmy nadążyć za nimi wzrokiem. Z niesamowitą prędkością malowali elewacje, robili dach nad dobudowaną częścią i poprawiali niedoróbki po panu Grzegorzu. Po jakimś czasie przyjechał pan Wiesław skontrolować, jak tam sobie panowie dają radę i, ku naszemu zdziwieniu, powiedział, że za wolno i przysyła jeszcze jedną ekipę, żeby było szybciej.

    Druga ekipa, trzech kolejnych panów, pojawiła się w któryś czwartek. Jak się okazało, mimo że od tego samego pana Wiesława, wcześniej się nie znali, więc cały piątek minął im na ustalaniu hierarchii w stadzie i podziału terytorium. Stężenie testosteronu w powietrzu było takie, że się bałam, że mi zaczną wąsy rosnąć. Na szczęście kwestie sporne udało im się dość szybko rozsądzić i sobotnie popołudnie minęło im na zacieśnianiu braterskich więzi. A w niedzielę i tak nie pracowali.

    Druga ekipa zabrała się za tynkowanie i szpachlowanie ścian, podczas kiedy pierwsza kończyła malować na zewnątrz. Jedni i drudzy uwinęli się gdzieś tak do połowy września i pojechali. Pan Wiesław obiecał przysłać kolejną ekipę, tym razem od prac bardziej finezyjnych, ale nie miał akurat żadnej wolnej, więc przyszło nam czekać do października.

    W październiku pojawił się pan Staszek, zwany przez Miśka panem Fistaszkiem. Pan Staszek był cichy, spokojny. Pracował powoli, ale solidnie. Po tygodniu dojechał do niego kolega, ale był u nas zaledwie kilka godzin, kiedy dostał telefon, że mu ktoś z rodziny umarł. Pojechał i już nie wrócił. W międzyczasie pan Staszek ułożył nam gresy na tarasach i wziął się za wnętrze naszej powiększonej kuchni. 

    Akurat była sobota. Pracowaliśmy sobie po dwóch stronach folii malarskiej która stanowi granicę pomiędzy nowym a starym. On coś tam sobie dłubał po swojej stronie, ja po swojej zmywałam po obiedzie. Rozmawialiśmy o tym i owym, miedzy innymi padła obietnica, że tę folię będzie można zdjąć najdalej w środę. Tę co była tydzień temu.

    Niestety, ukończenie pewnego etapu robót pan Staszek uczcił butelką piwa. Na całą niedzielę znikł - jego prawo. Niestety, potem znikł na cały poniedziałek, a potem na wtorek. We wtorkowy wieczór powiedzieliśmy, że panu już dziękujemy.

    W czwartek pojawił się pan Marek z pomocnikiem. Pan Marek recytuje wiersze Gałczyńskiego i śpiewa piosenki, nierzadko własnego autorstwa. W piątek po robocie pojechał na groby, ale coś tam w międzyczasie wspomniał, że do końca już niedaleko... 

    Oby.


    6 komentarze:

    1. To jest naprawdę fascynujące, jak każdy, ale to ,każdy remont można by okrasić epopeją na miarę Pana Tadeusza. A im większy remont, tym dłuższą i barwniejszą. I oczywiście to standardowe powitanie robotników przychodzących coś kończyć "A kto to pani tak spieprzył?!"

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Mam nadzieję, że wiosenny planowany remont skwituję: "Przyszli, zrobili, o czym tu pisać".

        Usuń
    2. tej historii na pewno bedie ciag dalszy ;) nominowalam cie - spradz na moim blogu :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dziękuję za zaproszenie mnie do zabawy. Jako że ostatnimi czasy bloguję w sposób bardziej planowy, wpisuję sobie LBA do kalendarza na przyszły czwartek.

        Usuń
    3. "Stężenie testosteronu w powietrzu było takie, że się bałam, że mi zaczną wąsy rosnąć". :-D

      OdpowiedzUsuń
    4. A nam ekipa remontowa ostatni remont bardzo ładnie zrobiła (no wiadomo, do jakiś tam drobiazgów można by się przyczepić, ale trzeba by się postarać ;) ). Reszta to niestety takie rzeczy, których bez dynamitu nie dałoby się obejść, a sąsiedzi nad nami chyba mieliby trochę przeciwko...
      Za to poprzednie remonty.. huhu... wolę nie pamiętać ;)
      Masz dokumentację zdjęciową przed/w trakcie/po?

      OdpowiedzUsuń