• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Rozalia i duch



    Życie jest formą istnienia białka, ale w kominie coś czasem załka - Agnieszka Osiecka

    Tę historię usłyszałam od swojej Babci, a ona - od samej Rozalii. Czy zdarzyła się naprawdę? Babcia twierdzi, że tak. A zresztą, jak to ktoś zgrabnie ujął, opowieść nie musi być prawdziwa, tylko ciekawa. Posłuchajcie.

    Rozalia i Jan zbliżali się do chwili, kiedy małżeństwo przestaje się określać jako młode. Żyło im się dobrze, zgodnie, w miarę dostatnio. Nie byli szczęśliwi. Właśnie pochowali dziecko, które zmarło niedługo po narodzinach.
    Czwarte z kolei.

    Tego dnia Rozalia nie spodziewała się gości, a człowiek, który zsiadał z wozu nie wydawał się znajomy. Na ręku trzymał zawiniątko, na widok którego Rozalii rozdarło się serce a piersi zaczęły boleć, bo wciąż miała w nich pokarm.

    - Pochwalony, pani gospodyni.
    - Na wieki wieków...
    - Żona mi zmarła w połogu - zaczął gość bez zbędnych wstępów. - Chłopak mi marnieje, a słyszałem, że wy... Nie wzięlibyście go? 
    Wzięli.

    Nie było łatwo. Zanim przyjechał do Rozalii, zdesperowany ojciec małego Stasia próbował wykarmić chłopca sam. Dawał mu krowie mleko, wodę z cukrem, zupę i inne rzeczy, które miały zastąpić matczyny pokarm. Mimo najlepszych intencji zaszkodził małej wrażliwej istotce. Chłopiec był chory.

    Minęło kilka dni i nieprzespanych nocy. Przemęczoną Rozalię dopadły czarne myśli. Może to jej wina? Może po prostu nie nadaje się na matkę, może nie bez powodu wszystkie jej dzieci umarły? Może chłopcu byłoby lepiej gdzie indziej, jakaś bardziej doświadczona kobieta sprawdziłaby się lepiej w roli opiekunki? 

    Im dłużej myślała, tym bliższa była podjęcia decyzji. Chociaż niczego nie pragnęła bardziej niż dziecka, najwyraźniej nie było jej pisane zostać matką. Ani rodzoną ani przybraną. 

    Kołysany w kołysce, którą Jan zrobił dawno temu, mały Staś wreszcie zasnął. Chwilę później usnęła też Rozalia.

    Obudziło ją skrzypienie podłogi. Zaspanym wzrokiem spojrzała w stronę źródła hałasu. Nieznajoma kobieta siedziała na krześle i poruszała kołyską. Gdy zobaczyła, że Rozalia nie śpi, powiedziała błagalnym tonem:

    - Proszę cię, siostro, nie oddawaj mojego dziecka. Jeśli go oddasz, on umrze. Proszę, zaopiekuj się nim. Zrób to, obiecuję ci, że urodzisz jeszcze własne dzieci i będziesz patrzeć jak dorastają...

    Rozalia gwałtownie usiadła na łóżku. Krzesło było puste, ale kołyska wciąż się bujała...

    Mały Staś wyrósł na dzielnego chłopaka a jego matka dotrzymała obietnicy. Rozalia urodziła jeszcze czworo dzieci, dwóch chłopców i dwie dziewczynki. A najmłodsza z tej czwórki jest moją Babcią.



    4 komentarze:

    1. Wiesz, że wczoraj próbowałam zostawić tu komentarz, chyba że czeka ciągle na zatwierdzenie. Ale ponieważ jestem uparta, to piszę ponownie :) - wzruszyłam się, prawdziwie, i za to Ci dziękuję. :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Nic nie mam z wczoraja. Jesteś pewna, ze poszło? Bo ja sama parę razy zamiast "opublikuj" wcisnęłam tu "wyloguj się" i komentarz diabli wzięli.

        I dziękuję za miłe słowo. Jan (czyli mój pradziadek) zmarł zanim się urodziłam, babcię Rózię pamiętam, zmarła mając ponad 90 lat i do samego końca umysł miała ostry jak brzytwa.

        Usuń
      2. Twoja Babcia miała magiczne imię, Prababcia także piękne :D
        PS. Ja próbowałam zostawiać komentarze podając imię i adres strony, teraz jestem zalogowana na Google+ , może to robi różnicę? :)

        Usuń
      3. Raczej nie, wszystkie komentarze, łącznie z anonimowymi, trafiają w jedno miejsce...

        Usuń