• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Listy do C.



    Lecz po co ja to wszystko piszę? - Stanisław Sojka

    Jakiś czas temu zastanawiałam się czemu ja właściwie tego bloga piszę. Było to w ramach wyzwania Uli, która zadała kilka inspirujących pytań. Wszystko co wtedy napisałam było prawdą, ale nie dotarłam do sedna problemu. Po głębokim namyśle doszłam bowiem do wniosku, że piszę przede wszystkim z przyzwyczajenia.

    Piszę odkąd pamiętam. Wczoraj mnie to nagle olśniło, bo w zasadzie do tej pory nie uważałam mojego pisania za pisanie. Owszem, zdarzało mi się wymyślać historie, a nawet całe światy, ale większość tego zostawała w głowie, nigdy nie przelana na papier, zgodnie z zasadą "jeśli możesz nie pisać, nie pisz". Najdłuższy skończony utwór to pewnie "Ballada o trzech rycerzach" a i tych krótszych nie było zbyt wiele.

    Za to odkąd pamiętam, pisałam listy. Do kuzynów, koleżanek z wakacji, do Ewy, kiedy pod koniec podstawówki przeprowadziła się do innego miasta, do Moniki, którą poznałam przez ogłoszenie w gazecie... Kiedy ktoś znikał, na trochę, lub na całkiem długo, wyciągałam pióro i papeterię i znajomość zyskiwała nowy wymiar. Wraz z upowszechnieniem się poczty elektronicznej moje listy zmieniły się, stały się częstsze, za to krótsze. Czasem opisywały tylko jedno zabawne wydarzenie, albo przemyślenia na jakiś konkretny temat. Czasem bawiłam się formą i treścią, grałam słowami, uwodziłam literami... Krótko mówiąc - listy zaczęły się robić całkiem podobne do tego, co znacie z bloga.

    Pierwszy blog pojawił się trochę później w dość przełomowym momencie. Pewnego dnia to ja wyjechałam. Zgodnie ze swoim zwyczajem sięgnęłam po papier i pióro i nagle okazało się, że albo będę pisać swoje listy przez kalkę, albo każdy dostanie tylko część historii a mnie zacznie się mylić o czym pisałam do kogo. Mój pierwszy, teraz już zamknięty, blog "No i skończyło się rumakowanie" był formą listu do wszystkich moich znajomych. Po jakimś czasie okazało się, że czytają go również nieznajomi - było to jakieś 7 lat temu i konkurencja w blogosferze była znacznie mniejsza niż dziś. 

    Po jakimś czasie "Rumakowanie" zaczęło tracić rozmach. Notki pojawiały się coraz rzadziej, aż całkiem przestały. Nie brakowało mi pisania, bo nie przestałam pisać, tyle że znów zamiast blogowych notek powstawały maile.

    Rok temu postanowiłam wrócić do blogowania, tym razem na trochę innej zasadzie: moje notki, to wciąż listy, ale tym razem zaadresowane właśnie do Ciebie. 

    Daj znać, czy dochodzą.



    4 komentarze:

    1. Naprawdę fajnie jest wiedzieć, co u Ciebie słychać :)

      OdpowiedzUsuń
    2. Do mnie dochodzą , czytam wszystko :)

      OdpowiedzUsuń
    3. ..z zapartym tchem!

      OdpowiedzUsuń
    4. a ja pamiętam jak napisałaś opowiastkę z wyjazdu do Paryża (to chyba nawet pierwszy poważniejszy wyjazd zagraniczny był) i czytałam z zapartym tchem. Ponieważ to było bardzo dawno (ale nie będę pisała jak dawno) znaczy to że od wczesnej młodości miałaś talent pisarski. Dobrze, że są blogi bo można Cię czytać (słuchać też lubię). Świetne dialogi to u Ciebie chyba lubię najbardziej

      OdpowiedzUsuń