• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Do szkoły, do przedszkola



    Misiek to już szkolny wyga, ale dla Miśki to był pierwszy raz.

    Odprowadziłam Miśkę z samego rana, żeby zdążyła na przedszkolne śniadanie. Wiadomo, że pierwszego dnia i tak jest bałagan, ale nie chciałam do niego przykładać ręki bardziej, niż to konieczne. Miśka była pełna entuzjazmu i do przedszkola pędziła tak, że ledwie mogłam za nią nadążyć objuczona pościelą, workiem, w którym było ubranie na zmianę i jeszcze torebką.

    Myślę, że w tym pierwszym dniu dziecku udziela się zdenerwowanie matki, która ma wiele obaw po raz pierwszy zostawiając swojego malucha całkiem obcym ludziom. Ja miałam ten komfort, że zostawiałam Miśkę dobrze znanym osobom, którym ufam, bo wiem, że wspaniale opiekowały się Miśkiem. 

    W przedszkolu znalazłyśmy swoją półkę i wieszak, Miśka zmieniła buty na kapcie, które w piątek sama sobie wybrała w sklepie, powiesiła na wieszaku worek i pomaszerowała do sali. Zrobiła mamie "pa pa" i co było dalej, tego nie wiem, bo zamknęłam drzwi i pobiegłam po Miśka, żeby zdążyć na rozpoczęcie roku w szkole.

    Po zakończeniu imprezy poszłam do przedszkola (jest tuż obok szkoły). Na schodach spotkałam szefową, która poinformowała mnie, że Miśka ma się świetnie i żebym wpadła po nią po obiedzie, bo jak będzie za dużo przedszkola na raz, to jeszcze jej się znudzi.

    O 12:30 przyszłam po raz kolejny. Zapytałam Miśkę, czy chce iść do domu, czy jeszcze zostać. Po namyśle stwierdziła, że jednak do domu. Poszłyśmy.

    W domu nie mogła znaleźć sobie miejsca.
     - A może na rower? - zagadnęła.
    Wzięłyśmy rower i poszłyśmy na spacer, ale po jakichś 10 metrach Miśka stwierdziła, że to nie to. Wróciłyśmy do domu.
     - A może na trampolinę?
    Skoczyła ze dwa czy trzy razy.
     - A może do przedszkola?
     - Chcesz iść do przedszkola?
     - A mogę?
     - Chyba tak...
    Poszłyśmy.

    W przedszkolu okazało się, że z liczącej 17 osób grupy została czwórka i wszyscy śpią.
    Miśka rozważyła wszelkie za i przeciw, po czym kazała rozłożyć sobie łóżeczko i pościel, zdjęła kapcie i powiedziała, że też idzie spać, a ja jeśli chcę, to mogę iść do pracy.
    No to poszłam. Nie do pracy, co prawda, tylko do domu.

    Kiedy przyszłam do przedszkola po raz kolejny, Miśka była w środku podwieczorku. Misiek w takich razach porzucał jedzenie i chciał już do domu, Miśka spokojnie dojadła serek i dopiła kompocik, po czym stwierdziła, że już może iść, ale jutro znów przyjdzie.

    Spodziewałam się, że może być bezboleśnie, ale żeby aż tak?



    4 komentarze:

    1. Zazdrość :) Masz jakieś wyjątkowo wyluzowane dziecko chyba :) Chociaż u mnie z Zuzką też był luz, pierwszy tydzień szła do przedszkola ze śpiewem na ustach i nie chciała wychodzić, dopiero w drugim zaczęła ryczeć.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dziś też było z etuzjazmem. Może tak zostanie :)

        Usuń
    2. My zaczynamy nasz pierwszy przedszkolny raz za 2 tygodnie. Mam całkiem spore podejrzenie, że będzie u nas podobnie :) Z tym, że kończymy już o 13:00 i teraz się zastanawiam, czy syn będzie w ogóle chciał wracać do domu o tej porze ;)

      OdpowiedzUsuń
    3. Zazdroszczę. Może nie tak w 100%, ale w 90%. Młody do przedszkola chodzi już 2 miesiące, a nadal nie chce tam chodzić, nadal codziennie prosi, żeby mógł zostać ze mną w domu i nadal mi się serce kraje, jak muszę go siłą odklejać od siebie w szatni.

      OdpowiedzUsuń