• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Tydzień na odwyku



    Czyli wakacje offline.

    Trochę mniej mnie tu było ostatnio, głównie przez to, że pojechaliśmy do Teściów odebrać Miśka i przywieźć go do domu. W czasie takich wyjazdów staram się trzymać z daleka od komputera, choć tym razem zrobiłam wyjątek, żeby moderować komentarze i na nie odpowiadać. 

    Po powrocie nastrój mnie ogarnął dziwny jakiś, czy to wpływ kończącego się lata, niekończącego remontu, czy branych leków - trudno orzec. Było depresyjnie i całkiem bez chęci na pisanie. Na szczęście już przechodzi i idzie ku lepszemu. I dobrze, bo w międzyczasie przyszło mi do głowy parę fajnych rzeczy, o których chciałabym napisać. Ale to już w kolejnych notkach.

    Dni coraz chłodniejsze i dziś nawet rozpaliliśmy w kominku, żeby się trochę ogrzać. Wydaje mi się, że w tym roku jakoś wcześniej, niż zwykle. Ma to pewnie związek z tymi dwoma sukienkami letnimi, co je sobie kupiłam w internecie i przyszły akurat w dniu, kiedy wyjechałam, rozmijając się ze mną o godzinę, czy dwie, a po powrocie było już za zimno. Niby wiem, że wyprzedaż nie bez powodu nazywała się posezonowa, ale trochę żal. No nic, założę w przyszłym roku.

    Misiek ma już praktycznie skompletowaną wyprawkę do szkoły i co jakiś czas wyjmuje ją i ogląda. Miśka do przedszkola ma tylko worek, ale też go ogląda z entuzjazmem, bo wybrałam model z najbardziej cukierkowatymi księżniczkami od Disneya. 

    Podwórko całe zagracone rusztowaniami, więc chodzimy codziennie na plac zabaw, co daje Miśce sposobność do ćwiczenia jazdy na rowerku biegowym. Radzi sobie już coraz lepiej, lada moment będę musiała za nią biec, ale na razie szybki marsz wystarcza. 

    A jutro jesteśmy zaproszone na pierwsza wizytę do Miśkowej koleżanki, młodszej o niecały miesiąc. Dziewczyny znają się z widzenia, a teraz pierwszy raz będą miały okazję spędzić ze sobą trochę czasu. 
    Ciekawa jestem, jak to wyjdzie. Jutro Wam napiszę.



    2 komentarze: