• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Z marszu


    I bez obrazka.

    Miałam już przygotowaną pogodną notkę na całkiem inny temat, ale po przeczytaniu i obejrzeniu wywiadu z profesorem Dębskim nie mogę się uspokoić. Tak strasznie mi jest przykro z powodu kobiety skrzywdzonej przez fanatyka, nie mogą przestać myśleć o niej i o jej dziecku, które będzie długo umierać.

    Wywiad tutaj i tutaj.
    A na sosnowym fanpage'u pod linkami wywiązała się dyskusja.

    Po prostu nie potrafię uwierzyć, że dla kogoś to co się stało, to mniejsze zło.


    4 komentarze:

    1. Mogłam dziś do Ciebie nie zaglądać, pewnie dopiero wieczorem trafiłabym na wywiad, a tak mam masę pracy i nie mogę się skupić.
      W tej historii jest tyle spraw, które doprowadzają mnie do białej gorączki, że po prostu nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nawet nie chcę myśleć co przechodzi ta kobieta i jej mąż, bo jak tylko próbuję to zaczynam ryczeć. Nad nimi i nad dzieckiem.
      Pełno komentarzy na temat tego, że po co ta kobieta poszła do Chazana skoro wiadomo, że on jest takim cudownym człowiekiem - jak chciała usunąć to trzeba było poszukać w necie szpitala, w którym usuwają, a nie robić problemy świętemu. Który teraz cierpi za miliony.
      Przecież ona wcale nie poszła do niego, żeby usunąć. Jej ciążę prowadził inny lekarz z tego szpitala i po stwierdzeniu wad, wysłał ją do swojego przełożonego. I nawet jeśli ktoś poruszy tę sprawę to od razu są teksty - no to skoro chciała usunąć, to trzeba było zmienić lekarza i szpital i z głowy.
      I wtedy mnie trafia, po prostu trafia. To jest tak bezmyślne, tak niesamowicie głupie stwierdzenie osoby bez szczątkowej empatii, że nie mogę w to uwierzyć. Kobieta, która od iluś lat stara się o dziecko, nie decyduje się w 5 minut, że chce ciążę usunąć! Niezależnie od wad dziecka, ta decyzja jest niesamowicie trudna i jestem pewna, że woleliby usłyszeć, że dziecko jest zdrowe, albo że ma wady, które da się operować, że będzie żyć, że wszystko będzie ok. W momencie jak kobieta w takiej sytuacji słyszy, że dziecko ma taką wadę, to nie myśli sobie: no to usuwamy i z głowy.
      Nie umiem i nie chcę stawiać się w takiej sytuacji, ale doskonale pamiętam jak się czułam, jak w pierwszej ciąży zaczęły się problemy i jak w 10 tygodniu lekarka stwierdziła zanik akcji serca. I jak powiedziała: "Mogę pani dać skierowanie do szpitala, albo możemy poczekać aż zacznie się poronienie naturalnie. Chce pani tabletkę na uspokojenie?"
      Za to szpital i parę następnych tygodni pamiętam jak przez mgłę, bo byłam ryczącym bez przerwy strzępem człowieka.
      I po prostu nie mogę uwierzyć, że ktoś może zupełnie serio sugerować, że w takiej sytuacji, po usłyszeniu, że dziecko, na które czekała nie ma połowy czaszki, nie ma części mózgu, ma sobie wrócić do domu i poszukać zupełnie na zimno kliniki, która się zajmie 'usunięciem' problemu. No do jasnej cholery!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Rae, mogłabym się podpisać pod tym co napisałaś obiema rękami. To samo myślę, podobnie czuję, tez się nie mogę skupić na niczym.

        Usuń
    2. Podpisuję się obiema rękami pod ostatnim zdaniem!

      To jest w ogóle bardzo częste. Filozofia "rozpowiadam, a nie sprawdziłem", "popieram, a na oczy nie widziałem", ogólniej: "gadam, a nie wiem" jest hiperpopularna na każdym froncie, od błahych po takie jak ten. Stąd moja święta dewiza brzmi: WARA. Ode mnie, od tego, jak zarabiam, od mojej macicy, od mojej wagi,od moich dzieci. Tylko zdaję sobie sprawę, że do tego trzeba specyficznym być i w specyficznym środowisku żyć, żeby się nie poczuć zaszczutym. Ja mam to szczęście, ona nie miała. Smutne.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Wolałabym, żebyś nie miała racji. Ale masz.

        Usuń