• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Od świtu do zmierzchu



    Budzik dzwoni o szóstej.
    Zdarza się, że tuż zanim zacznie hałasować budzę się i jestem niemal rześka, ale to jego pikanie nieodmiennie strąca mnie znów prosto w ramiona Morfeusza. Jeśli kiedyś będę cierpieć na bezsenność, po prostu włączę budzik i kłopot z głowy.

    Do siódmej wszyscy tańczymy zgodnie z precyzyjną choreografią obejmującą korzystanie z łazienki, kuchennego stołu i innych strategicznych obiektów. Pisałam już kiedyś o naszych porankach

    Po siódmej mijamy się w drzwiach z Babcią, która zajmuje się Miśką. (To znaczy - do tej pory tak było, bo od września Miśka idzie do przedszkola). Tata odprowadza Miśka do szkoły. W zależności od pogody, chęci i poziomu lenistwa idziemy na autobus albo wyciągamy rowery.

    W pracy zajmuję się głównie modelowaniem numerycznym. Sporo czasu spędzam dopasowując do siebie elementy geometrii, co lubię porównywać do wirtualnego układania klocków. Podobieństwo to istnieje głównie w mojej wyobraźni, patrząc mi przez ramie zobaczysz linie kodu najeżone liczbami. Ale ja tam widzę kule, prostopadłościany i stożki elegancko wypełniające przestrzeń. Kwestia wprawy.

    Większość czasu w pracy spędzam sama, choć regularnie odwiedzam współpracowników, by przy kawie omówić planowane prace albo dowiedzieć się jak minął weekend. Czasem wpadają studenci. Żeby trafić pod moją opiekę, student musi odpowiedzieć na jedno pytanie - czy sprawdzając trasę kręci mapą. Odpowiedź twierdząca dyskwalifikuje. Nie wiem jak ja ich będę sprawdzać kiedy z map całkiem przerzucą się na GPS...

    Wracając z pracy, około trzeciej, odbieramy po drodze Miśka ze szkoły. Teoretycznie wszyscy jesteśmy po obiedzie, więc problem gotowania odpada (jak pisałam w środę, nie znoszę gotować), ale w domu zawsze jest coś do zrobienia. Chwilę dla siebie (to znaczy każde z nas dla siebie, albo dla siebie wzajemnie) mamy tak naprawdę dopiero wtedy, kiedy zapędzimy dzieci do łóżek, czyli teoretycznie koło ósmej, a w praktyce - coraz później, niestety. Każdego wieczora pojawia się więc dylemat - czy porobić coś fajnego, czy też przestać walczyć z grawitacją i pozwolić opaść powiekom. 

    Aktualny tydzień odbiega mocno od standardu. Po pierwsze - są wakacje. Po drugie - jestem na urlopie. Po trzecie - kiedy dzieci kładą się wreszcie do łóżek, wymykam się do komputera i popijając herbatę stukam w klawisze... 

    (Wpis w ramach wyzwania blogowego Uli: Dzień 5: Mój typowy dzień.
    Wpisy z innych blogów w ramach wyzwania można znaleźć tu: KLIK)



    18 komentarze:

    1. też zaczynacie o 6 jak my :) na szczęście w weekendy śpimy dłużej :)

      OdpowiedzUsuń
    2. Mój budzik trąbi o 5.30, więc gdy ja wygrzebuję się z łóżka, Ty jeszcze smacznie śpisz - szczęściaro:)

      OdpowiedzUsuń
    3. Tych obiadów zazdroszczę! Uwielbiam tworzyć coś z niczego (pieczenie ect.) ale tylko kiedy chcę, a nie gdy muszę. Po 5 dniach wyzwania stwierdzam, że dobrze się tu u Ciebie czuję, wiesz? :-)

      OdpowiedzUsuń
    4. Nie mam pojęcia co to jest projektowanie numeryczne, ale z opisu podejrzewam, że by mi się podobało:) oj muszę jeszcze sporo nadrobić na Twoim blogu, całe szczęście będę mogła do niego wracać jeszcze dłuuuugo po zakończeniu wyzwania:)

      OdpowiedzUsuń
    5. Czasem i na klikanie w klawisze czasu brak. Moje dzieci też coraz później kładę, żeby synek dał mi pospać choć do 5.40

      OdpowiedzUsuń
    6. Chyba każdy zaczyna koło 6 :D

      OdpowiedzUsuń
    7. Co do studentów, to jest to proste ;) Możesz pytać o to, co zrobiliby jakby im padł GPS :D

      OdpowiedzUsuń
    8. Masz ciekawą pracę :) Albo mi się ona taka wydaje :D Dobre pytanie dla studentów :D

      OdpowiedzUsuń
    9. Ja zawsze kręcę mapą ku zdziwieniu mego męża ale po co, no ale on pisze te różne cyferki na klawiaturze z których później powstają różne ciekawe rzeczy jakich mój mały rozumek nie jest w stanie zupełnie pojąc, jak to możliwe że z tych cyferek...

      OdpowiedzUsuń
    10. Ja nie mam budzika w sensie mechanicznym, mój pies to idealny budzik z mokrym jęzorkiem.

      OdpowiedzUsuń
    11. U mnie z wstawaniem jest różnie, wszystko zależy od godzin pracy :)

      OdpowiedzUsuń
    12. Yeah! Nie przekręcam mapy podczas korzystania z niej :D

      OdpowiedzUsuń
    13. Cudną masz pracę. reszta też całkiem przyjemna :)

      OdpowiedzUsuń
    14. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze. Dziś miałam dzień (prawie) bez komputera i wiele wskazuje, że kolejne będą podobne - chyba, że zacznie padać. Ale bedę się odzywać tak czesto jak się da.

      OdpowiedzUsuń
    15. och, ja to nigdy nie obudzę się przed budzikiem! Jeśli już wrócisz do komputerka, zaprazam na nasz dzień ;)

      OdpowiedzUsuń
    16. Ach te wieczory, u mnie dokładnie tak samo, spać czy porobić wreszcie coś dla siebie... :)

      OdpowiedzUsuń
    17. Już wiem, dlaczego tak trudno było opisać typowy dzień! Bo są wakacje! Udanego urlopu :-) I zapraszam do zabawy: http://szyciekoty.blogspot.com/2014/06/candy-marzenie-o-japonii.html

      OdpowiedzUsuń