• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Kwestia smaku



    Okazało się, że Miśka potrzebuje sandałków. Dzisiaj, teraz, już!

    Wydaje się Wam, że wystarczy iść do sklepu i kupić? Zwłaszcza w centrum handlowym gdzie są cztery sklepy z butami? Ha!

    Wstępnie mieliśmy trzy kryteria oceny - sandałki miały być ładne, w rozsądnej cenie i w rozmiarze 24. Po odwiedzeniu dwóch z czterech sklepów ostało się jedynie kryterium ostatnie. W trzecim sklepie znaleźliśmy parę butków o urodzie takiej bardziej radiowej, ale za to o cenie niebotycznej. Westchnęłam ciężko, mierzymy. 

    Miśka patrzy na buty krytycznie i stanowczo oznajmia: "Nie smakują mi!". 
    Nie bez ulgi odstawiam na półkę.

    W czwartym sklepie dorwaliśmy jedną parę upiornie różowych. Ale posmakowały. Kurtyna opada z ulgą. 

    HAPPY END


    8 komentarze:

    1. Jak najbardziej to rozumiem. Oraz pozostaję w zadziwieniu nad dziwną "sezonowością" dostaw obuwia, która sprawia, że w połowie zimy nie można już dostać na dziecko kozaków "bo już mamy dostawę wiosenną", a w połowie lata nie można dostać sandałów "bo już mamy dostawę jesienną".

      OdpowiedzUsuń
    2. Wszystko byłoby w porządku, gdyby dzieciece nogi rosły regularnie. Ale jeśli w połowie sezonu okazuje się, że stare sandałki już nie wchodzą? Albo kupi sie 2 pary w róznych rozmiarach, a ta druga bedzie dobra dopiero w grudniu...

      OdpowiedzUsuń
    3. Oj doskonale wiem co czujesz, pomyśl jeszcze że moje dziecko nie lubi różowego to jest dopiero masakra coś znaleźć

      OdpowiedzUsuń
    4. O, to to, co Tores napisała. W zeszłym roku pod koniec września okazało się, że buty za małe się zrobiły i trzeba pilnie kupić nowe.
      Na zimowe jeszcze trochę za wcześnie, na sandały za zimno, a w sklepach albo to, albo to, albo ostatecznie owszem jakieś sportowe buty w kolorach i kroju tak oczojebno-obrzydliwym, że ja nie mogłam patrzeć, a dziecko na szczęście nie chciało tego nawet mierzyć. Chociaż po dwóch tygodniach (serio!) jeżdżenia po sklepach zaczęłam się łamać...

      OdpowiedzUsuń
    5. to wszystko jeszcze przede mną, na razie wybieram skarpetki;) ale jak to czytam ogarnia mnie zgroza, bo nie cierpię łazić po sklepach w poszukiwaniu czegoś konkretnego - jeszcze mi sie nie zdarzyło kupić zamierzonej rzeczy...

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby do tego kupić całą masę niezamierzonych :D

        Usuń
      2. :D zazwyczaj tak to się kończy, brrrr ;)

        Usuń
    6. Znam to aż nazbyt dobrze. Ciężko kupić wygodne, jakoś się prezentujące i do tego w rozsądnej cenie buty.
      Dosłownie tydzień temu kupowałam dzieciakom nowe paputy do przedszkola, bo te kupione miesiąc temu okazały się "teraz" za małe.
      Mam nauczkę, że nie ma co kupować za wcześnie, bo stopa dzieciaków i jej wzrost to sprawa, którą ciężko czasami ogarnąć.

      OdpowiedzUsuń