• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Dlaczego bloguję


    Wiele lat temu w przejściu podziemnym na jednej z okolicznych stacji PKP, przy samej podłodze był nasprayowany napis: "Jak dorosnę, pomaluję sufit".
    Bardzo mi się podobał. Taka stara wersja dzisiejszego "Keep calm and carry on".

    Wiecie, jak dorosnę, zostanę Kominkiem. A na razie piszę przy podłodze. 

    Wrzesień ubiegłego roku był dla mnie dość nerwowym okresem. Potrzebowałam czegoś, co oderwie moje myśli od rzeczywistości. Pisałam już kiedyś bloga, potem przestałam. Miał kilku wiernych czytelników, od czasu do czasu pytali, czy kiedyś znów. Pomyślałam, że można spróbować i okazało się, że pisanie daje mi dużo frajdy. Zapewne znacznie więcej, niż Wam czytanie ;) Nawiasem mówiąc, blog nie sprawdził się jako uniwersalna recepta na problemy. W lutym, kiedy znów pojawiły się kłopoty, tym razem całkiem innej natury, po prostu rzuciłam pisanie na prawie dwa miesiące. Ale wróciłam i piszę. I znów mnie to cieszy.

    Kilka osób mnie pytało, jak znajduję czas na pisanie. Otóż, moi mili, najlepiej pisze mi się przy pracach domowych. Szczególnie przy zmywaniu. Mam wtedy miliardy odkrywczych myśli, które same układają mi się w okrągłe zdania i czuję się jak jakiś Hemingway. Kończę zmywanie, siadam przy biurku, spisuję, czytam. I czuję się tak, jak musiał się czuć mój nauczyciel do polskiego czytając wypracowania. 

    Lubię, kiedy tekst leży przez kilka dni i nabiera mocy. Najbardziej lubię, kiedy jeden pomysł goni drugi i mam w zapasie kilka tekstów gotowych do publikacji. Staram się czytać każdy wiele razy. Może odbiera im to nieco spontaniczności, ale za to robią się łatwiej strawne.

    Czy piszę dla siebie, czy dla czytelników? Jak każdy szanujący się grafoman, piszę głównie dla przyjemności. Trochę po to, żeby znaleźć ujście dla kłębiących się w głowie myśli. Inspiracją jest najczęściej moja rodzina, zwłaszcza dzieci, ale również zdarzenia z pracy, czy ogólnie z życia, rozmowy i dyskusje, również te w sieci. Myślę, że moi Facebookowi znajomi, którzy chcąc nie chcąc są nie raz świadkami dyskusji na portalu, doświadczają potem déjà vu wchodząc na bloga. 

    Czytelnicy to blogowa wisienka na torcie. Przecież to ze względu na nich, to znaczy - na Was, nie piszę w zeszycie, tylko w sieci. Dla Was staram się znaleźć jak najlepsze zdjęcia ilustrujące wpisy, dla Was najlepiej jak umiem ustawiam przecinki i akapity. Cieszę się jak dziecko, kiedy rośnie mi licznik wejść i liczba lajków. 

    Chcesz sprawić mi trochę radości? Wciśnij przycisk "Lubię to" pod tekstem. Każde kliknięcie to jeden mój uśmiech.

    (Wpis w ramach wyzwania blogowego Uli: Dzień 2: Dlaczego bloguję. 
    Wpisy z innych blogów w ramach wyzwania można znaleźć tu: KLIK)


    26 komentarze:

    1. Pisz jak najwięcej, bo naprawdę świetnie się Ciebie czyta :)

      OdpowiedzUsuń
    2. Najważniejsze to robić to dla przyjemności

      OdpowiedzUsuń
    3. To dobrze, jeśli pisanie sprawia Ci radość, a nie jest drogą przez mękę. Dobrego pisania!

      OdpowiedzUsuń
    4. i niech ten blog się rozwija :) jest super!!

      OdpowiedzUsuń
    5. Nie porzucaj już bloga:) Bo świetnie Ci pisanie wychodzi :)

      OdpowiedzUsuń
    6. Widać, że pisanie to Twój "konik", bo pochłaniam tekst z wielką przyjemnością i łatwością. Na bank będę zaglądać do Ciebie częściej :)

      OdpowiedzUsuń
    7. Ważne, że Ty jesteś zadowolona z tego że piszesz :)

      OdpowiedzUsuń
    8. Hej! To ja tak mam jak wieszam pranie w swojej piwnicy. Niejeden akapit tam wymyśliłam :D
      W kuchni też mam notatnik na jakieś kluczowe myśli :) I cały zeszyt zapisany pomysłami do zrobienia na później. I też czytam wielokrotnie, aż dojrzeje, lubię to! Pozdrawiam Sosnowych mieszkańców :)

      OdpowiedzUsuń
    9. Świetnie Ci to pisanie wychodzi, z przyjemnością się Ciebie czyta, więc pisz jak najwięcej.

      OdpowiedzUsuń
    10. Robienie czegoś dla przyjemności to prawdziwa pasja ;)
      Śmiać mi się chcę, bo wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, ale gdy np. robię obiad czy myję podłogę, spaceruję też wpadają mi różne pomysły i tworzę nowe posty w głowie. Mój błąd, bo ich nie spisuję.

      OdpowiedzUsuń
    11. piszesz lekko i z humorem :) bardzo fajnie się czyta, tak trzymaj i nie przestawaj :))))
      pozdrawiam...

      OdpowiedzUsuń
    12. No właśnie, przyjemność i pasja, bo inaczej to po co się angażować w dodatkowe zajęcia? Fajnie piszesz, czyta się lekko i przyjemnie. Pozdrawiam i życzę dobrej zabawy przy pisaniu kolejnych postów :)

      OdpowiedzUsuń
    13. Rozumiem, pisanie pociąga mnie lecz nie mam odwagi:)

      OdpowiedzUsuń
    14. Super, że wróciłaś :) i wiem, jak to jest - radocha z każdego komentarza czy lajka :D oby dalej szło w górę :D

      OdpowiedzUsuń
    15. Podobno Christie też wymyśla swoje kryminały przy zmywaniu naczyń :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. a mówią, że to takie rutynowe zajęcie!
        Zaczynam żałować, że mam zmywarkę. A jak ją opróżniam, to niestety odganiam potomstwo od wystających noży ;p

        Usuń
    16. Każdy pisarz miał swoje sposoby na "wenę" i swoje przyzwyczajenia. Dobrze,że odnajdujesz radość w tym, co robisz.

      OdpowiedzUsuń
    17. ładnie i szczerze powiedziane...:)

      idę wywołać uśmiech na Twojej twarzy;)

      pozdrawiam ciepło
      :)

      OdpowiedzUsuń
    18. Świetny wpis! Lubię Twoją szczerość! :)

      OdpowiedzUsuń
    19. Przepraszam, że zejdę z tematu, ale jak ja dobrze znam ten szablon. Cały rok z pięknie być mamą, tylko w różowym wydaniu :) Ahhh

      OdpowiedzUsuń
    20. O, ja też tak mam - najlepsze pomysły przy zmywaniu i smażeniu naleśników!

      OdpowiedzUsuń
    21. gdy pisanie nie sprawia radości magia blogowania znika. u ciebie ta magia trwa!

      OdpowiedzUsuń
    22. Mi największe i najwspanialsze pomysły przychodzą podczas brania prysznica. Wtedy chce jak najszybciej skończyć i szybko gdzieś to zapisać zanim wyparuje razem z gorącą wodą.

      OdpowiedzUsuń
    23. Like za uśmiech, że też na to nie wpadłam! :D Pozdrawiam :)

      OdpowiedzUsuń
    24. Moi drodzy, w natłoku domowych zajęć które mnie dziś dopadły ze szczególna zajadłością, nawet nie miałam czasu odpowiedzieć na komentarze. Dziękuję za wszystkie miłe słowa na temat mojego pisania, za wszystkie lajki pod tekstem i za nowych obserwatorów bloga. Nie nadążam z odwiedzinami u Was, ale wcześniej czy później zawitam u każdego.

      OdpowiedzUsuń