• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    So many series, so little time


    Sezon się kończy, sezon się zaczyna.

    Jakiś czas temu przyszło mi do głowy, że seriale w społeczeństwie spełniają dużą i chwalebną rolę, a mianowicie taką, że miłe starsze panie cierpiące na nadmiar czasu zamiast plotkować o sąsiadach, plotkują o bohaterach serialu. Ma to same zalety. Po pierwsze dowolna bohaterka dowolnego serialu ma życie znacznie barwniejsze i ciekawsze do obgadywania, niż ta Krysia spod siódemki, więc i dyskusje ciekawsze i Krysię mniej uszy pieką. Po drugie - Krysię nie każdy zna, a tę z serialu znasz nawet ty, chociaż się nie przyznasz, wiec można pogadać nawet z całkiem przypadkowymi ludźmi. 

    Ja też oglądam seriale, mam kilka ulubionych, które śledzę na bieżąco. Zastanawiałam się dlaczego niektóre mnie wciągają a inne nie, i doszłam do wniosku, ze przywiązuję się do bohaterów. W każdym z oglądanych seriali mam swoich ulubieńców i zwyczajnie jestem ciekawa co u nich. Całkiem jak te miłe starsze panie o których pisałam wyżej. 

    Z tego właśnie względu rzuciłam "Grę o tron" po kilku odcinkach. Jakoś nie potrafiłam się do nikogo przywiązać. Mój kumpel Kuba mówi, że to akurat dobrze, bo przy wysokim wskaźniku śmiertelności bohaterów zbytnie przywiązanie nie jest wskazane. No wiem, że dobre i wszystkim się podoba. Może kiedyś jeszcze spróbuję. 

    Moją ulubioną bohaterką jest ostatnio Ginny z "Masters of Sex". Cudownie ciepła osoba, pełna empatii i zdrowego rozsądku. Ciekawe, czy prawdziwa Virginia E. Johnson była do niej podobna. Tak przy okazji - zazdroszczę jej swobody z jaką rozmawia o seksie ani na chwilę nie przestając być damą. Jak to zgrabnie ujął jej były mąż: "This woman is magic". 
    Doktor Masters za to sprawia na mnie wrażenie robocika i jestem szczerze zdziwiona za każdym razem, kiedy przydarzy mu się jakiś ludzki odruch. 
    Skądinąd wiadomo, że w którymś z kolejnych sezonów wezmą ślub, choć nie będzie to najlepszy pomysł (cytuję za Wysokimi Obcasami: "Wiele lat później przyjaciółka zapytała go, kiedy zrozumiał, że to małżeństwo się nie uda. - Kiedy szedłem do ołtarza - padła krótka odpowiedź"). 

    Ślubu na razie nie wzięli jeszcze bohaterowie innego mojego ulubionego serialu - "Castle". "Jeśli zrujnujecie ten ślub, nigdy wam nie wybaczę" - pisała jedna z fanek na fanpage'u serialu, ale jak widać twórcy nie bardzo się tym przejęli. Castle'a i Beckett oczywiście lubię, ale moją ulubienicą jest Martha (oj jak bardzo czasem przypomina moją Babcię...). I powiem Wam w tajemnicy, że trochę podkochuję się w Esposito.

    Sezon "Castle'a" się skończył, zaczyna się za to nowy sezon True Blood. Jak napisali na Serialowej jakiś czas temu: "Uwielbiam ten moment, kiedy zaczyna się nowy sezon "True Blood" i Jace Everett śpiewa, że chciałby robić ze mną złe rzeczy. Ale niedługo potem nadchodzi otrzeźwienie: znów jest tak samo jak poprzednio - czyli przeciętnie." 
    Oglądam, choć faktycznie jakość leci na pysk z sezonu na sezon. Dobrze trzyma się chyba tylko moja ulubiona bohaterka - Pam. Jej cięty język nie traci formy. Drugim ulubionym bohaterem jest Jason, męski odpowiednik blondynki z dowcipów. Słodki, seksowny i głupiutki, a w dodatku nie umie powiedzieć "nie". 
    Erica lubię, jasne, ale jakoś tak przywiązałam się do tego nudziarza Billa. Bo z Alcidem to chyba jednak nic poważnego.

    Oprócz tego oglądam jeszcze The Big Bang Theory, serial o moich kolegach po fachu, ale ostatnio jakoś mniej regularnie, bo na pytanie "co słychać u bohaterów" odpowiedź nieodmiennie brzmi "nic". Leonard nudzi, Sheldon drażni... Może od jesieni będzie lepiej.

    Listę zamyka "House of Cards", który oglądam bardzo nieregularnie, bo po każdym odcinku muszę dojść do siebie. Sezon drugi już od dawna dostępny, a ja wciąż nie zdążyłam skończyć pierwszego. Uwielbiam Kevina Spacey a Robin Wright jako jego żona też jest rewelacyjna. Oglądając ich w rolach Franka i Claire nieodmiennie się cieszę, że ze światem polityki nie mam nic wspólnego.

    A jacy są Wasi ulubieni bohaterowie?



    9 komentarze:

    1. Ja też nie oglądam "Gry o Tron"! Nie podoba mi się tak krwawo i bezlitośnie i już.
      Ale przyznam, że z wymienionych przez Ciebie seriali to raczej nic, no BBT trochę zaczęłam, ale ja sitcomów nie bardzo umiem i przestałam. "Castle" sobie wrzucę czasem przy skrapowaniu, tak powolutku. Natomiast całkiem zjadliwy okazał się "Intelligence US", niestety zdaje się, że drugiego sezonu nie będzie, podobnie jak "Almost Human", gdzie był najcudowniejszy cyborg na świecie, soooo sweet! No i cały czas uwielbiam "Bones", głównie dla doktorów Hodginsa i Sweetsa :) Oraz "Elementary", bo bardzo mi się podoba, jak się zmienia Sherlock pod wpływem Watson, oraz sama Watson także mi się bardzo. A z takich mini seriali, to polecam bardzo "The Fall" z Gilian Anderson oraz "Broadchurch" z Olivią Coleman - kryminalne, świetnie nakręcone, trzymające w napięciu, i obie główne bohaterki bardzo ciekawe. (Rok temu na temat seriali nie powiedziałabym nic, no, może, że "Stargate" fajne - jak to się dziwnie w życiu układa ;)

      OdpowiedzUsuń
    2. wstyd powiedzieć ... nie mam takowych. Daaawno temu w czasach kiedy miałam dziecię sztuk jedna w wieku odpowiednim do zasypiania o 19.30 oglądałam "M jak miłość"- nie wiem sama dlaczego mnie to wciągnęło. "Grę o tron" oglądałam, ale po pierwszym sezonie odpadłam . Chyba się starzeje i nadmiar zwierzęcego seksu ( żeby nazwać rzecz po imieniu acz delikatnie i z klasą) , mordobicie i gęsto ścielący się trup podziałały na mnie odstraszająco.

      OdpowiedzUsuń
    3. Mnie chyba nie to odstraszyło, w końcu w "True Blood" nie brakuje ani seksu, ani nieboszczyków (umarłych i nieumarłych) a całość balansuje po obu stronach granicy dobrego smaku.
      A dziś, jako że jestem na przednówku, bo jedne seriale mi się pokończyły, a inne jeszcze nie zaczęły, obejrzałam Sherlocka i chyba zostanę z nim na dłużej.

      OdpowiedzUsuń
    4. Serial "True blood" w porównaniu z literaturą to jest mistrzostwo świata.. Przesłuchałam dwie pierwsze części (świetnie przeczytane, bajdełejem) i nie chcę więcej. Sookie jest totalną kretynką, Bill jest Billem, Erica mało, a mój ulubiony Lafayette bardzo szybko umiera. Większość opisów dotyczy tego, w co Sookie jest ubrana. Nope.
      Natomiast ilość seriali, które oglądam, jest tak duża, że aż dziwne, że mi się kończą..
      Teraz kończę "Luthera", po "Siostrze Jackie" - w tym pierwszym główny bohater jest moim ulubieńcem, w drugim... na początku nikt, a potem po trochu z każdego coś się dało lubić. W trakcie na tapecie "Awkward" (mam słabość do młodzieżowych tematów). Czekam na "New girl" i "TBBT" też, choć chciałabym, żeby się coś podziało w tym ostatnim. Za to tegorocznym odkryciem były angielskie "Father Brown" i przede wszystkim "Death in Paradise" choć szkoda, że zmieniono głównego bohatera po drugim sezonie .
      O moich guilty pleasures, czyli reality shows nawet nie zaczynam...

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. A, faktycznie, Lafayette'a tez lubię. Jak mogłam zapomnieć?

        Usuń
    5. A ja się wyłamię, bo "Grę o tron" oglądam :P Nie ruszają mnie sceny, bo i tak wcześniej czytałam książki, więc wiem co będzie ;) (I bardzo rozwalają mnie akcje na różnych portalach: "Tego nikt nie przewidział! Nagły zwrot akcji w serialu!" Hello? To jest na podstawie książki!)
      Big Bang się skończył znowu, bo to też oglądaliśmy i jeszcze ostatnio Wikingów. I tyle w sumie. A, Sherlocka też, ale to ciężko nazwać serialem, skoro seria ma 3 odcinki.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Mnie się bardzo spodobał komentarz Stephena Kinga na Twitterze:
        Another spoiler: Romeo and Juliet die in Act 5.

        3 odcinki razy 3 serie to wychodzi całkiem sporo. Za mną na razie 2, jeśli nadal będzie taka marna pogoda, to może skończę do końca urlopu.

        Usuń
    6. Aa, zapomniałam, "Most nad Sundem" jeszcze oglądaliśmy, ale mi się zakończenie bardzo nie podobało, dlatego nad drugim sezonem się jeszcze zastanawiam. No to jest sam w sobie dość specyficzny.

      OdpowiedzUsuń