• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Pitagoras, bądźcie zdrów!




    Chyba jedyny dzień, kiedy idzie się do szkoły z przyjemnością.

    Wystroiliśmy się więc uroczyście i z przyjemnością poszliśmy. Miśka oczywiście też, bo za nic nie przepuści okazji, żeby się wystroić i iść między ludzi. Nie wiem po kim to ma, bo raczej nie po mnie. 

    Tym razem była to już czwarta nasza tego typu impreza - liczę dwa rozpoczęcia i dwa zakończenia roku szkolnego. Jak zwykle odbywała się na szkolnym boisku i jak zwykle szkolny zespół umilał czas śpiewem. Poprzednie trzy występy zostały skrócone ze względu na deszcz, który ze szwajcarską precyzją zaczynał się w trakcie pierwszej piosenki. Tym razem dwie z trzech piosenek traktowały o deszczu (jedna wprost, a w drugiej trudno się było rozstać, a jeśli nawet troche pada, to niech pada) i, jako że natura z ogromnym respektem odnosi sie do praw Murphy'ego, nie spadła ani kropelka. Obok sceny, wśród kolegów, stał jakiś chłopaczek i podrygiwał sobie w rytm muzyki, a że szło mu to nad podziw dobrze, całkiem nieświadomie kradł szoł zespołowi. Niestety w pewnym momencie ktoś go zawołał i sobie poszedł, a szkoda.

    Potem rozeszliśmy się do klas na rozdanie świadectw. Na wywiadówkach siadałam zawsze w tym samym miejscu i wyobraźcie sobie moją minę, kiedy okazało się, że jest to miejsce Miśka! A do wyboru było ponad dwadzieścia krzeseł.

    Jako nagrody dzieciaki dostały "Ilustrowany słownik ortograficzny". Miśka była nim zafascynowana. Po powrocie do domu kazała go sobie przeczytać. Jak możecie sobie wyobrazić, była to wciągająca lektura, trzymająca w napieciu od abażuru aż do źródła. Choć przyznam się Wam w sekrecie, że już gdzieś koło bielizny zaczęłam oszukiwać i pomijać niektóre słowa. Ale Miśka mimo to nie straciła wątku.

    Z innych wieści - zapisałam Miśkę od września do przedszkola. 
    Będzie dobrze.

    (A jeśli ktoś jeszcze nie wypełnił ankiety, to klik)


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz