• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą



    Dora i Flora, siostry dwie małe, chyba nie były aż takie złe, 
    lecz w tym rzecz cała, że nie wiedziały, kiedy są grzeczne a kiedy nie.

    - Eric Linklater, tłum. Andrzej Nowicki


    Byłam ekstremalnie grzecznym dzieckiem. Moja Babcia do dziś wspomina jak odwiedziła ją koleżanka a ja przez całą wizytę, blisko dwie godziny, siedziałam na babcinych kolanach. Podobno autentyk, choć ja sama nie pamiętam. Dziś pewnie zaprowadzono by mnie do specjalisty, bo, przyznacie sami, nie jest to normalne zachowanie. Wtedy jednak uznano po prostu, że jestem bardzo grzeczną dziewczynką i należy się tylko cieszyć.

    Jak to jest z tą grzecznością?

    Problem jest już w samej definicji. Dziecko grzeczne, czyli jakie?
    Spokojne, ciche, nie sprawiające kłopotu?
    Grzeczne, czy zahukane?

    Misiek cichy i spokojny jest sam z siebie, taką ma naturę. Miśka bardziej energiczna i żywiołowa, sprowadziła nas na ziemię. Bo myśleliśmy przedtem, że to nasze metody wychowawcze tak wpłynęły na dziecko. Naiwni.

    Uprzejmość?

    Moje dzieci są dość uprzejme. Jak na dzieci.
    Sami na co dzień używamy słów "proszę", "dziękuję" i "przepraszam", więc dla Miśków są one częścią naturalnego języka. Poza tym "uprzejmość" to było słowo, które zastępowało długie i zbyt trudne dla małego dziecka tłumaczenie.

    - Synku, nie wolno celować do ludzi, ani do zwierząt.
    - Dlaczego?
    - Bo to bardzo nieuprzejme.
    - A do siebie można?
    - Do siebie też nie.
    - Bo to nieuprzejme?
    - Raczej niepraktyczne.
    - A do kogo można?
    - Do tarczy można.

    Wiadomo, że nie należy w tej materii za wiele od dziecka wymagać, w końcu i dorosłym trafiają się gafy. Staram się, żeby dzieci wiedziały, czego się od nich w danym momencie oczekuje. A czy te oczekiwania spełnią, to już całkiem inna historia.
    Kiedy dziecku zdarzy się odezwać nieodpowiednio do dorosłego, większe wrażenie robi na nim, kiedy uwagę zwraca mu inna osoba będąca świadkiem. "Synu, nie podoba mi się, jak mówisz do taty" brzmi mocniej, niż "Nie podoba mi się, kiedy mówisz tak do mnie", ponieważ opinia pochodzi od osoby stojącej z boku w danym konflikcie.

    Posłuszeństwo?

    Niby fajnie, jeśli mówisz dziecku, że ma coś zrobić, a ono to po prostu robi. 
    Podobno ja byłam takim dzieckiem. Jak mi powiedzieli: "siedź", to siedziałam, póki nie powiedzieli "wstań". Z jednej strony bardzo to praktyczne, z drugiej - takie dziecko jest często bierne, pozbawione inicjatywy, a w dodatku narażone na niebezpieczeństwo, jeśli będzie posłuszne nieodpowiedniej osobie. Zamiast ślepego posłuszeństwa wolę negocjacje. Zwykle dobrze mi idą, bo mam w ręku większość atutów, a przy okazji dziecko może się wiele nauczyć, choćby prostych prawd życiowych:

    - Mamo, to nie fair!
    - Życie nie jest fair, kochanie. Zasady ustala ten, kto kontroluje zasoby.  

    Empatia?

    Bardzo przydatna zdolność, ale też bardzo złożona. Trochę za bardzo, jak dla dzieci, ale próbujemy:

    - Myślisz, że mu się to podobało? A tobie by się podobało? Jak byś się czuł na jego miejscu?

    Takie myśli nie przychodzą dzieciom do głowy automatycznie, ale kiedy już zaczną się nad tym zastanawiać, dochodzą do całkiem poprawnych wniosków.
    Na pewno jest inaczej, od kiedy pojawiła się Miśka. Obecność drugiego małego człowieka bardzo rozwija uczucia opiekuńcze. 
    Kiedyś byłam wkurzona i obrugałam Miśka za jakiś drobiazg o wiele bardziej, niż sytuacja wymagała. Chwile potem usłyszałam, jak mówi cicho do siostry:

    - Wiesz, Miśka, lepiej nie idź teraz do mamy, ma zły humor.

    Bardzo mnie to rozczuliło i zły humor zaraz minął.

    Przykład.

    Nasz własny. Bo dziecko może nawet wysłucha, co mamy mu do powiedzenia, ale przede wszystkim obserwuje i naśladuje nasze zachowanie. Jesteśmy dla niego naturalnym wzorcem tego, co normalne. Jeśli wołam: "Chodźcie tu do mnie" a tata się nie rusza z miejsca, można być pewnym, że nie ruszy się również syn. Jeśli dziecko widzi, że jestem uprzejma dla ludzi, zwyczajnie nie przyjdzie mu do głowy, żeby zachowywać się inaczej.
    Korekcja niepożądanych zachowań jest ważna, ale o wiele ważniejsze jest chwalenie tego, co dobre. W końcu o ile prościej wskazać drogę do celu pokazując tę właściwą ścieżkę zamiast po kolei wskazywać wszystkie niewłaściwe. Bo jeśli my sami mamy problemy z określeniem, czym jest grzeczność, dla dzieci jest to na pewno jeszcze trudniejsze.

    Drogi użytkowniku, parę dni temu, z okazji setnego wpisu, na blogu pojawiła się ankieta. Pozwól poznać się lepiej i odpowiedz na kilka krótkich pytań (KLIK).


    5 komentarze:

    1. Z "przepraszam", "proszę" i "dziękuję" nie mieliśmy problemu, bo też się używa na co dzień :) I aż dziwne, jak się ekspedientki i kasjerki w sklepach dziwią, jakie cudownie grzeczne dziecko, bo mówi dziękuje, jak pani skasuje i poda mu lizaka - w teorii powinno być to chyba normalne?
      Za to lekki problem jest z "dzień dobry" - bo jak już załapał, to teraz mówi do wszystkich. Niby nic nadzwyczajnego, ale 9/10 osób na to "dzień dobry" najzwyczajniej nie odpowiada (bo nie usłyszy, bo nie zwróciło uwagi, ale niestety część ewidentnie dlatego, że nie ma w zwyczaju ;) ), w związku z czym moje dziecko, takim znaczącym tonem i głośno powtarza " DZIEŃ DOBRY", a jak nadal nie ma reakcji to: "Powiedziałem dzień dobry!" I weź tu wytłumacz ;)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Mamy problem wręcz odwrotny - Misiek całkiem często nie mówi "dzień dobry", bo się wstydzi. ;)

        Usuń
    2. a mój komentarz zjadło:(

      OdpowiedzUsuń
    3. dodam swoje trzy grosze. Największym dla mnie wyzwaniem okazuje się nauka empatii. Z jednej strony uczę, żeby zawsze się podzielić, pomyśleć co ten drugi człowiek czuje, stawiać potrzeby i samopoczucie innych ponad własne- bo tak mnie wychowano. Ale... no właśnie. Czy aby na pewno tak powinnam wychować swoje dzieci? Coraz częściej mam wątpliwości patrząc na starszaka, który sam siebie nie obroni, zawsze innych do kolejki wpuści itp. Tak go nauczyłam! Ustępuj, podziel się, pomyśl o innych. Ale czasy są dla takich ludzików ciężkie i zastanawiam się gdzie są granice zdrowego egoizmu i jak ich dzieci nauczyć, skoro sama mam z tym problem ? :(

      OdpowiedzUsuń
    4. Może nie ponad własne, tylko na równi z własnymi? W końcu nawet Pismo nie każe kochać bliźniego bardziej niż siebie.

      OdpowiedzUsuń